- Hej. Możemy porozmawiać? - zapytała dość cichym tonem głosu.
- Okej. Wejdź. - odpowiedziałam równie cicho zapraszając dziewczynę do domu. Skierowałyśmy się w stronę salonu, aby spokojnie usiąść w miejscu, gdzie nie było aż takiego bałaganu, jak w mojej sypialni.
- Nikogo nie ma? - zapytała siadając na kanapie.
- Nie. Rodzice wyjechali do Polski do ojca mojej mamy na cztery dni. Chcesz może coś do picia? - zapytałam.
- Nie dziękuję. Ja chciałam Ci tylko powiedzieć, że... przepraszam. Przepraszam Cię Rose. Nie powinnam wierzyć w to wszystko co powiedziały mi Mendy i Victoria. Powinnam o tym z Tobą porozmawiać, a nie zapominać o Tobie i udawać, że nie istniejesz. Brakuję mi Ciebie Rose. Naprawdę. - gdy ją słuchałam, wydawało mi się, że w końcu zrozumiała swój błąd. Ja też zrozumiałam, że nie powinnam mówić pewnych rzeczy, niektórym osobom.
- Jane. Dobrze, że tu przyszłaś. Mi też Ciebie brakowało. Ja też przepraszam, za bycie dla Ciebie oschłą. - uśmiechnęła się do mnie lekko, na co ja odwzajemniłam się tym samym. Po chwili ciszy obie przytuliłyśmy się do siebie.
- Czyli między nami już wszystko w porządku? - zapytała tuląc się w moje włosy.
- W jak najlepszym porządku. - zaśmiałyśmy się obie.
- Może miałabyś czas pomóc mi ogarnąć mój pokój? Przy okazji powiesz mi jak u Ciebie. - zaproponowałam na co Jane przytaknęła uśmiechając się lekko. Sprzątając, dowiedziałam się, że Jane znalazła sobie nowego chłopaka o imieniu Harry. Podobno jest bardzo romantyczny i chodzi ubrany dość elegancko, ale czasami zdarza mu się ubrać w koszulki różnych rockowych zespołów. Myślę, że jest odpowiedni dla niej. Ja natomiast powiedziałam jej co u mnie, nie pomijając żadnych szczegółów, nawet dzisiejszej rozmowy z Niallem. Obiecała mi, że nie wygada się nikomu. A jej mogę wierzyć. Cieszę się, że między nami już wszystko ok. Brakowało mi tej Jane. Tej zwariowanej, śmiesznej i kochanej Jane.
***
- Okej słońce, Twój pokój wygląda jak nowy, więc ja już będę się zbierać. - powiedziała dumna ze naszej pracy włożonej w posprzątanie tego barłogu.
- No dobrze. Dziękuję Ci bardzo. Jesteś wspaniała. - uśmiechnęła się do mnie po czym obie zeszłyśmy na dół, w kierunku drzwi wyjściowych.
- To do zobaczenia. - dała mi buziaka w policzek i wyszła. Zamknęłam drzwi na łucznik, następnie skierowałam się w stronę kuchni w celu zrobienia sobie herbaty malinowej bo zrobiło mi się niemiłosiernie zimno. Do około godziny 14.30 było dość słonecznie, później niestety się ochłodziło a słoneczko zniknęło za chmurami. Nalałam wody do małego, srebrnego czajnika, postawiłam na gazie i poszłam oglądać TV. Naprawdę, ale to naprawdę nic nie było w telewizji, więc musiałam zadowolić się jakimiś kreskówkami, które kompletnie pozbawiały dzieci mózgu... Nagle usłyszałam jak mój telefon daje mi sygnał, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Niestety nie miałam zielonego pojęcia gdzie zostawiłam to małe, niezbędne mi do życia urządzenie, więc telefon po krótkim czasie przestał dzwonić. Po chwili usłyszałam gwizdek czajnika. Pobiegłam szybko do kuchni. Zalewając herbatę ujrzałam telefon na półce z kawą i innymi, sypkimi rzeczami. Szybko sięgnęłam po daną rzecz i zobaczyłam kto dzwonił. Niall. Już chciałam oddzwaniać gdy na wyświetlaczy pojawiła się lekko uśmiechnięta twarz Niallera. Szybko odebrała telefon.
- Hej. - powiedziałam.
- Czemu nie odbierasz? - zapytał dość pretensjonalnie.
- Tak mi też jest Cię miło słyszeć... - powiedziałam oschle.
- Przepraszam, ale martwiłem się. A w dodatku miałem dość ciężkie popołudnie. - oznajmił przepraszająco.
- Rozumiem. To w jakiej sprawie dzwonisz? -zapytałam już milej.
- Mógłbym do Ciebie wpaść? - zdziwiłam się jego pytaniem bo myślałam, że dzisiaj już nie zajrzy do mnie, przecież miał tak dużo spraw do załatwienia...
- No okej, jasne. Wpadaj. Za ile będziesz?
- Za jakieś 10, max 15 minut.
- Okej, pa.
- Pa.
Wzięłam kubek z napojem i skierowałam się do salonu, następnie siadając na sofie. Upijałam herbatę po łyku, tak, aby się nie oparzyć. Stwierdziłam, że te bajeczki już mnie nudzą więc "leciałam" po kanałach telewizyjnych mając nadzieję, że znajdę w końcu coś dla siebie. Szukając czegoś normalnego zatrzymałam się na wiadomościach. Akurat była pogoda.
"W tym tygodniu pogoda niestety nie będzie nam dopisywać. Prognozowane częste opady deszczu od południa do wieczora. Maksymalna temperatura w dzień do 17 stopni Celsjusza."
Cudownie. Nienawidzę takiej pogody. Deszcz mógłby padać, on mi nie przeszkadza, natomiast zbyt zimno. Brrr... Na samą myśl o takiej pogodzie aż mi się zimno robi. Kolejny raz dzisiaj usłyszałam pukanie. Spojrzałam na zegarek. Dopiero pięć minut. Podeszłam do drzwi nie patrząc przez wizjer.
- Cześć śliczna. - przede mną stał on. Niestety. W moim gardle urosła wielka gula, a moje ciało przeszedł niemiły dreszcz związany i z jego wizytą i z uderzającym we mnie chłodem.
- Nie wpuścisz mnie do środka? - zapytał szyderczo.
- Nie, nie mam takiego zamiaru. Czego chcesz? - w końcu nerwy mi odpuściły. To znaczy odpuściła mi blokada głosu, natomiast od środka cała się gotowałam ze złości.
- Porozmawiać. - uśmiechnął się.
- Niby o czym? - nie dawałam za wygraną.
- O nas kochanie. Trzeba chyba w końcu ustalić kiedy pierwsza randka.
- Czy Ty siebie słyszysz? Ty w ogóle zastanawiasz się czasami co Ty mówisz? - już nie wytrzymałam. Dałam upust moim nerwom.
- Ale słońce nie denerwuj się tak. Wszystko sobie przemyślałem, jesteśmy stworzeni dla siebie, przecież wiesz o tym. - powiedział przyciągając mnie do siebie tym samym wyciągając mnie na mokrą i zimną od deszczu wycieraczkę.
- Mógłbyś mnie łaskawie puścić? - starałam się go odepchnąć, niestety nie pozwalał mi na to. Szarpałam się jak mogłam, ale to nic nie dawało. Nagle mnie puścił. Zdziwiłam się, że tak szybko dał za wygraną. Okazało się, że to nie jego decyzja. To Niall. Niall go ode mnie odciągną po czym zaczął go okładać. Nie wiedziałam co mam robić.
- Ile razy Ci trzeba powtarzać, że masz się do niej nie zbliżać?! Mało Ci było ostatnio? Odpieprz się od niej! - cedził przez zęby. Stał nad leżącym Justinem i po prostu go masakrował. Podbiegłam do niego chcąc go uspokoić.
- Niall! Niall proszę zostaw go! Już wystarczy, Niall! - nie słuchał mnie. Nagle Niebieskooki uderzył mnie. Nie trafił w Justina, tylko we mnie. Poczułam tylko jak lekko zamykają mi się oczy. Upadłam na mokrą ziemię.
***
- Harry, dzięki za pomoc. Ja w jej oczach teraz jestem nikim. Ja po prostu nie wiem jak to się stało. Chciałem uderzyć tego idiotę, nie ją. ona jest dla mnie wszystkim. Kocham ją. - usłyszałam męski głos. Początkowo nie wiedziałam kto to. Gdy już troszeczkę się ocuciłam doszłam do wniosku, że to Niall. Nie wiedziałam z kim rozmawia. Tej osoby chyba nie było w domu. Zdziwiłam się tym co mówił niebieskooki. Próbowałam się podnieść. Otworzyłam ciężkie ze zmęczenia powieki, podpierając się łokciami. Lekko zawróciło mi się w głowie, ale nie rezygnowałam z celu. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Dopiero teraz zauważyłam, że znajduję się w swoim pokoju, a Nialler dalej rozmawiał przez telefon za przymkniętymi drzwiami. Doskonale pamiętam dzisiejszą sytuację. Wiem też, że Niall zrobił to przez przypadek, nie chciał mnie uderzyć. Powoli wstałam z łóżka, ale niestety nie dane mi było stać o własnych siłach. Z hukiem runęłam na ziemię. Do pokoju wbiegł Niebieskooki.
- Rose! Rose nic Ci nie jest? - wypytywał podtrzymując mnie za ręce. Po chwili znów leżałam na łóżku.
- Nie, jest w porządku. - uśmiechnęłam się lekko.
- Rosę, ja Cię tak strasznie przepraszam ja nie wiem co się ze mną stało, nie panowałem nad sobą, po prostu nie wytrzymałem, ja...
- Niall. Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Nic się nie stało. Rozumiem zdenerwowałeś się. Jest ok. - zapewniłam. Przytuliłam się do niego bardzo mocno. - A co z Justinem? - zapytałam. Na twarzy chłopaka pojawiło się obrzydzenie. Nie do Justina, tylko do samego siebie.
- Wszystko z nim będzie okej. Lekko go zmasakrowałem, ale dojdzie do siebie. Rose jeszcze raz Cię przepraszam. Tak się martwiłem. - tym razem chłopak mnie przytulił. Zrozumiałam, że Niallowi naprawdę na mnie zależało. - Zostanę dzisiaj z Tobą. Nie możesz zostać sama w takim stanie. - zaproponował. Ja tylko pokiwałam głową na zgodę. Niebieskooki położył się koło mnie. Przykrył nas ciepłą kołdrą i objął moje zziębnięte ciało ręką. Przy nim czułam się najbezpieczniejsza na świecie. Po krótkim czasie odpłynęliśmy w krainę snów.
- Hej. - powiedziałam.
- Czemu nie odbierasz? - zapytał dość pretensjonalnie.
- Tak mi też jest Cię miło słyszeć... - powiedziałam oschle.
- Przepraszam, ale martwiłem się. A w dodatku miałem dość ciężkie popołudnie. - oznajmił przepraszająco.
- Rozumiem. To w jakiej sprawie dzwonisz? -zapytałam już milej.
- Mógłbym do Ciebie wpaść? - zdziwiłam się jego pytaniem bo myślałam, że dzisiaj już nie zajrzy do mnie, przecież miał tak dużo spraw do załatwienia...
- No okej, jasne. Wpadaj. Za ile będziesz?
- Za jakieś 10, max 15 minut.
- Okej, pa.
- Pa.
Wzięłam kubek z napojem i skierowałam się do salonu, następnie siadając na sofie. Upijałam herbatę po łyku, tak, aby się nie oparzyć. Stwierdziłam, że te bajeczki już mnie nudzą więc "leciałam" po kanałach telewizyjnych mając nadzieję, że znajdę w końcu coś dla siebie. Szukając czegoś normalnego zatrzymałam się na wiadomościach. Akurat była pogoda.
"W tym tygodniu pogoda niestety nie będzie nam dopisywać. Prognozowane częste opady deszczu od południa do wieczora. Maksymalna temperatura w dzień do 17 stopni Celsjusza."
Cudownie. Nienawidzę takiej pogody. Deszcz mógłby padać, on mi nie przeszkadza, natomiast zbyt zimno. Brrr... Na samą myśl o takiej pogodzie aż mi się zimno robi. Kolejny raz dzisiaj usłyszałam pukanie. Spojrzałam na zegarek. Dopiero pięć minut. Podeszłam do drzwi nie patrząc przez wizjer.
- Cześć śliczna. - przede mną stał on. Niestety. W moim gardle urosła wielka gula, a moje ciało przeszedł niemiły dreszcz związany i z jego wizytą i z uderzającym we mnie chłodem.
- Nie wpuścisz mnie do środka? - zapytał szyderczo.
- Nie, nie mam takiego zamiaru. Czego chcesz? - w końcu nerwy mi odpuściły. To znaczy odpuściła mi blokada głosu, natomiast od środka cała się gotowałam ze złości.
- Porozmawiać. - uśmiechnął się.
- Niby o czym? - nie dawałam za wygraną.
- O nas kochanie. Trzeba chyba w końcu ustalić kiedy pierwsza randka.
- Czy Ty siebie słyszysz? Ty w ogóle zastanawiasz się czasami co Ty mówisz? - już nie wytrzymałam. Dałam upust moim nerwom.
- Ale słońce nie denerwuj się tak. Wszystko sobie przemyślałem, jesteśmy stworzeni dla siebie, przecież wiesz o tym. - powiedział przyciągając mnie do siebie tym samym wyciągając mnie na mokrą i zimną od deszczu wycieraczkę.
- Mógłbyś mnie łaskawie puścić? - starałam się go odepchnąć, niestety nie pozwalał mi na to. Szarpałam się jak mogłam, ale to nic nie dawało. Nagle mnie puścił. Zdziwiłam się, że tak szybko dał za wygraną. Okazało się, że to nie jego decyzja. To Niall. Niall go ode mnie odciągną po czym zaczął go okładać. Nie wiedziałam co mam robić.
- Ile razy Ci trzeba powtarzać, że masz się do niej nie zbliżać?! Mało Ci było ostatnio? Odpieprz się od niej! - cedził przez zęby. Stał nad leżącym Justinem i po prostu go masakrował. Podbiegłam do niego chcąc go uspokoić.
- Niall! Niall proszę zostaw go! Już wystarczy, Niall! - nie słuchał mnie. Nagle Niebieskooki uderzył mnie. Nie trafił w Justina, tylko we mnie. Poczułam tylko jak lekko zamykają mi się oczy. Upadłam na mokrą ziemię.
***
- Harry, dzięki za pomoc. Ja w jej oczach teraz jestem nikim. Ja po prostu nie wiem jak to się stało. Chciałem uderzyć tego idiotę, nie ją. ona jest dla mnie wszystkim. Kocham ją. - usłyszałam męski głos. Początkowo nie wiedziałam kto to. Gdy już troszeczkę się ocuciłam doszłam do wniosku, że to Niall. Nie wiedziałam z kim rozmawia. Tej osoby chyba nie było w domu. Zdziwiłam się tym co mówił niebieskooki. Próbowałam się podnieść. Otworzyłam ciężkie ze zmęczenia powieki, podpierając się łokciami. Lekko zawróciło mi się w głowie, ale nie rezygnowałam z celu. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Dopiero teraz zauważyłam, że znajduję się w swoim pokoju, a Nialler dalej rozmawiał przez telefon za przymkniętymi drzwiami. Doskonale pamiętam dzisiejszą sytuację. Wiem też, że Niall zrobił to przez przypadek, nie chciał mnie uderzyć. Powoli wstałam z łóżka, ale niestety nie dane mi było stać o własnych siłach. Z hukiem runęłam na ziemię. Do pokoju wbiegł Niebieskooki.
- Rose! Rose nic Ci nie jest? - wypytywał podtrzymując mnie za ręce. Po chwili znów leżałam na łóżku.
- Nie, jest w porządku. - uśmiechnęłam się lekko.
- Rosę, ja Cię tak strasznie przepraszam ja nie wiem co się ze mną stało, nie panowałem nad sobą, po prostu nie wytrzymałem, ja...
- Niall. Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Nic się nie stało. Rozumiem zdenerwowałeś się. Jest ok. - zapewniłam. Przytuliłam się do niego bardzo mocno. - A co z Justinem? - zapytałam. Na twarzy chłopaka pojawiło się obrzydzenie. Nie do Justina, tylko do samego siebie.
- Wszystko z nim będzie okej. Lekko go zmasakrowałem, ale dojdzie do siebie. Rose jeszcze raz Cię przepraszam. Tak się martwiłem. - tym razem chłopak mnie przytulił. Zrozumiałam, że Niallowi naprawdę na mnie zależało. - Zostanę dzisiaj z Tobą. Nie możesz zostać sama w takim stanie. - zaproponował. Ja tylko pokiwałam głową na zgodę. Niebieskooki położył się koło mnie. Przykrył nas ciepłą kołdrą i objął moje zziębnięte ciało ręką. Przy nim czułam się najbezpieczniejsza na świecie. Po krótkim czasie odpłynęliśmy w krainę snów.
_______________
Witam. Nowy, już 7 rozdział zagościł na tym blogu.
Mam nadzieję, że się spodobał.
Pisałam go dwa dni, ale i tak moim zdaniem jest do kitu...
Proszę zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza
z Waszą opinią. Dziękuję xx

