piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 3.†

- Niee! - wykrzyczałam budząc się cała mokra, spocona, i wystraszona. Boże... Najgorszy sen. Dlaczego muszę mieć takie problemy i tak bardzo cenić innych? Śniła mi się scena z wczoraj... Jak Niall.. i Justin... och nie chcę już nawet o tym myśleć! Wzięłam telefon z półki obok łóżka, sprawdzając, która godzina. 03.47. Wstałam i poszłam do kuchni po szklankę wody. Wróciłam i położyłam się. Myślałam, dlaczego nagle zaczął mi się śnić Justin? I dlaczego znów zaczyna mi na nim zależeć?... Ja go nienawidzę, ale.... Sama nie potrafię tego wyjaśnić. I jeszcze do tego Niall... Przy nim czuję się tak, jak kiedyś przy Jus'ie. Bezpiecznie. Chyba coś do niego czuję. Potrzebuję czasu i spokoju żeby to przemyśleć. Chociaż teraz, w nocy go mam...

***

- Co ubrać?! No co ubrać!!!??? - darłam się na pół chałupy...
- Nie mów mi, że nie masz się w co ubrać bo masz więcej ciuchów niż ja! - standardowy tekst mojej mamy. Och mamo, wiesz, jak ja Cię uwielbiam?... Wywaliłam wszystko z szafy. Dosłownie. I szukałam czegoś co mogłoby normalnie i dobrze na mnie wyglądać. Ostatnio zaczęłam się stroić nawet nie zwróciłam na to uwagi. Jeszcze ktoś sobie pomyśli coś głupiego i będą nowe szkolne ploty... W końcu coś znalazłam. Szybko wzięłam rzeczy do toalety. Weszłam pod prysznic, szybko się umyłam, ubrałam i pomalowałam.

Gdy wyszłam z łazienki szybko sięgnęłam po prostownicę i zaczęłam układać swoje niesforne, blond loki. Po kilkunastu minutach moje włosy były już proste. Ciekawa jestem co powiedzą w klasie. W końcu pierwszy raz w tym roku idę w prostych włosach, bo jakoś wcześniej mi się nie chciało... Popatrzyłam szybciutko na telefon, która godzina. 07.32. Wzięłam szybo torbę, założyłam buty i wykrzyczałam głośne "PAAA MAMO" i wybiegłam z domu po Jane. Zadzwoniłam domofonem.
- Halo? - jej zaspany głos. Jak zawsze zmęczona...
- No wychodź bo się spóźnimy!
- Dobra już idę... - trzy minuty później była przed domem, też bardzo ładnie ubrana. Ona też ostatnio coś zaczęła bardziej o siebie dbać. Maluje się mocniej, czego nigdy nie robiła. I ubiera się inaczej. Zawsze chodziła w legginsach i dresach a w dodatku wszystko było w czarnych kolorach. A teraz? Zupełnie inna Jane!
- Ale żeś się odstawiła. Gdzie Twoje czarne ubranka jak na pogrzeb? - zaśmiałam się.
- A weź spadaj.. Po prostu coś w końcu trzeba zmienić tak? A ty? prostowałaś włosy? Co Ci się znowu stało? Ahaa... Niall.. - teraz to ona śmiała się ze mnie. Znała mnie już na wylot... - Jak było wczoraj na Waszej randce?
- Och... strasznie...
- Czemu? Co się stało? - opowiedziałam jej o wszystkim co się wtedy wydarzyło. Jak tego słuchała to myślałam, że zaraz ją rozniesie. Po drodze zaczęła coś wyklinać, że z niego palant, debil i inne epitety, ale wolałabym nie przeklinać... Przed szkołą stanęłyśmy na chwilkę i próbowałam ją uspokoić. Poszłyśmy za budynek na papierosa.
- Masz ognia? - zapytała.
- Mam. - wyciągnęłam z torby zapalniczkę i paczkę cienkich LM'ów. Odpaliłam swojego papierosa i dałam zapalniczkę przyjaciółce. Nie paliłyśmy szybko. Ja się delektowałam, wciągając starannie cały dym do płuc. Gdy skończyłyśmy, obie byłyśmy bardziej spokojne. Weszłyśmy do szkoły. Nie wiem czemu, ale wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli... Boże, tak szczerze to się ich bałam... Jak jakieś zombie czy coś... Podeszłam do mojej szafki i znalazłam w niej liścik:

" Niedługo znów będziesz moja...
Justin xx "

- Ja pierdole... - powiedziałam na głos. 
- Co jest? - zapytała Jane. Nie byłam w stanie jej odpowiedzieć. Wyrwała mi liścik z ręki i przeczytała. - Skurwiel jebany. Musisz to pokazać Niall'owi.
- Nie! Jak Niall się wkurzy to znowu będą się prali, a ja tego nie chcę. Muszę sama z tym sobie poradzić. 
- Ja Ci mówię Rose... On może Ci coś zrobić,a Niall zaradziłby temu jakoś. Ale rób co chcesz. - na razie stwierdziłam, że nic mu nie powiem. Rozstałam się z Jane, bo chodzimy na dwa różne profile. Ja na Rozszerzony Angielski, a ona na matmę. Idąc pod swoją salę zauważyłam Justina. Tak bardzo nie chciałam koło niego przechodzić, ale nie miałam wyjścia. Innej drogi do mojej sali nie było...
Szłam najnormalniej w świecie, ale tak naprawdę byłam tak zdenerwowana, że trzęsły mi się nawet pośladki... 
- O.. witam witam słoneczko. Jak się czujemy po wczoraj? - zapytał Jus... 
- Mogłabym zapytać Cię o to samo... - powiedziałam oschle.
- Och kochanie. Nie bądź taka nie miła. Po prostu nie lubię jak moja dziewczyna spotyka się z innymi facetami, a szczególnie z takimi pedałkami jak ten cały Horan czy jak mu tam. - mówiąc to przyciągał mnie do siebie trzymając w talii.
- On nie jest pedałkiem. Potrafi zadbać o dziewczynę, nie tak jak Ty. Bo Ty niestety jesteś największym lowelasem jakiego znam. I czy mógłbyś mnie łaskawie puścić? 
- Oj nieładnie się zachowujesz Rose. Kiedyś nam nie wyszło bo Cię nie doceniłem, ale to nie jest powód żebyśmy nie spróbowali jeszcze raz. - uśmiechną się i popatrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami. Boże niech on przestanie...
- Tak to może nie jest powód. Dla mnie powodem jest to, że co tydzień masz nową dziewczynę, a ja nie chcę być jedną z nich. Puść mnie w końcu! - wykrzyczałam. 
- Możesz ją puścić? - no i do akcji wkroczył Niall... Cudownie prawda? Jakoś nie miałam ochoty znowu się bawić w pielęgniarkę. 
- Bo co? Twoja dziewczyna? Bo coś mi się nie wydaje. - Justin trzymał mnie za ramię swoimi umięśnionymi rękami. Nie dane było mi się wyrwać więc musiałam czekać aż rozluźni uścisk...
- Nie sądzę, żeby była też Twoją dziewczyną. Puść ją. - Niall zaczął się wkurzać, co znaczyło, że nie jest dobrze... Widziałam jak napinają mu się jego mięśnie i głos staje się bardziej gruby i głośny. 
- Wiesz Panie Horan, Bądźmy szczerzy. Nie sądzę, żeby Rose wolała takiego pedała jak Ty ode mnie. Prawda Rose? - w tym momencie Niall nie wytrzymał i chciał się rzucić na Justina. Dobrze, że stałam pomiędzy nimi.
- Niall proszę Cię. Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Chodźmy. - powiedziałam spokojnie i wzięłam Niall'a za rękę. 
- Do zobaczenia kochanie! - wydarł się na cały korytarz
- Wszystko w porządku Rose? - zapytał.
- Tak wszystko jest ok. 
- Przepraszam Cię. Nie powinienem tak się wkurzać, ale ten kretyn cholernie działa mi na nerwy... 
- Nie masz za co przepraszać. Dziękuję Ci bardzo, za to, że stanąłeś w mojej obronie. Naprawdę, dziękuję, ale staraj się tak nie denerwować. - zaśmialiśmy się obydwoje. Przytuliłam go mocno, a on to odwzajemnił. Jestem dość niska i moja głowa znajdowała się troszkę wyżej niż jego klatka piersiowa
- Dziękuję jeszcze raz. Naprawdę. - popatrzyłam na niego z dołu w te jego piękne niebieskie jak ocean oczy.
- Nie ma za co słońce. - dał mi buziaka w czoło i niestety musieliśmy się pożegnać. Ja musiałam iść na swoją lekcję, a on na swoją... 

***

" Muszę iść  na szluga. Idziesz ze mną?" 

Wysłałam sms-a do Jane. Akurat miałam Angielski więc na luzie mogłam pisać. Jakieś dwie minuty później dostałam odpowiedź. 

" Myślałam, że nie zapytasz. Spotkamy się za szkołą. xx "

Zadzwonił dzwonek. Spakowałam wszystkie książki i szybko wybiegłam z sali. przerwa była tylko 10 minut a ja dość wolno palę... Przed salą spotkałam Niall'a, który najprawdopodobniej na mnie czekał. 
- Hej. Możemy pogadać? - zapytał z tym przepięknym uśmiechem. 
- Wiesz.. teraz nie za bardzo bo idę z Jane za szkołę. 
- A po co? 
- Noo... Yyy... no na papierosa. - nie wiedziałam co powiedzieć, więc powiedziałam prawdę. Nie jestem zdolna do kłamania...
- Czemu palisz? Wiesz, że to głupota? - już na jago ustach nie było uśmiechu.
- No.. ja wiem, ale...
- Obiecaj, że będziesz się ograniczać. Proszę. To dla mnie ważne. - nie rozumiem czego on tak się o mnie troszczy. To słodkie.
- No... Dobrze obiecuję. Ale teraz muszę iść. Bo mnie zaraz rozniesie. - zaśmiał się.
- Dobra. Muszę z Tobą częściej gdzieś wychodzić i spędzać czas. Będę Cię pilnował- uśmiechnął się i poszedł w stronę stołówki. Wybiegłam z tej szkoły jak poparzona wyciągając papierosy. Zdyszana wbiegłam za róg szkoły gdzie czekała już Jane.
- No myślałam, że już Cię ktoś zjadł albo zatkałaś się w kiblu... - obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Nie zgadniesz kto mnie dziś zaczepił....- powiedziałam.
- Justin? - pokiwałam twierdząco głową - Mów. - Opowiedziałam jej wszystko i to jak Niall stanął w mojej obronie. Jak się kłócili i w ogóle.
- Awww... Jaki słodziak. Macie być razem. - powiedziała. Ona jest nienormalna.
- Jane proszę Cię bez takich. Dobrze wiesz, że jest mi trudno...Wracajmy bo zaraz się kończy obiad a my nawet jeszcze nie w stołówce... - zgasiłyśmy pety i ruszyłyśmy w wyznaczone miejsce.

***

19.46 a ja dopiero wracałam do domu. Było dość ciemno, a ja nie lubię ciemności więc szybko sięgnęłam po słuchawki do kieszeni kurtki, podłączyłam do swojego telefonu i włączyłam na ful moją ulubioną piosenkę. Little Mix - About The Boy. Ustawiłam tak, aby leciała w kółko. Wracałam właśnie z galerii. Szukałam czegoś co by mnie zainteresowało, ale teraz nie ma nic w tych sklepach. Zauważyłam właśnie uliczkę, która prowadzi do mojego domu. Chciałam już skręcać, ale ktoś mnie złapał za ramię. Chciałam zacząć krzyczeć, ale ten ktoś zatkał mi usta ręką. Bałam się cholernie. Napastnik przyparł mnie rękami do muru jakiejś starej budowli. Gdy się uspokoiłam puścił moje usta. Po chwili zauważyłam, że to Justin. Boże co ten kretyn wyprawia??
- Co Ty robisz! Zdrowy jesteś??!! - zadarłam się jak porąbana.
- Uspokój się i siedź cicho. Dostałaś mój liścik? - zapytał z uśmiechem.
- Tak. I co mam się bać?? - zapytałam się z ironią w głosie.
- Powinnaś. Bo jeżeli nie przestaniesz się spotykać z Twoim pedałkiem Horankiem to niedługo może mu się coś stać. I teraz nie robię Cię w ciula. Jeżeli nie możesz być moja, to będziesz niczyja. - każde jedno słowo mówił powoli, dokładnie, wyraźnie. Dlaczego to właśnie mnie spotyka? Nie mogę zrozumieć.
- Powiedz mi dlaczego to robisz? - zapytałam ze łzami w oczach.
- Bo jeżeli ja czegoś chcę to muszę to mieć i nikt mi w tym nie przeszkodzi. Jeżeli chcesz, żeby Twojemu koledze nic się nie stało to nie rozmawiaj z nim i bądź dla niego tak oschła jak potrafisz być dla mnie. Rozumiesz?
- Tak. Rozumiem. Ale obiecaj, że nic mu się nie stanie. - mokra ciesz spływała po moich policzkach jak strumyk. Tak bardzo zależało mi na Niallu. Nie mogę pozwolić, żeby mu się coś stało... Nie chcę żeby on cierpiał przeze mnie. Będzie trudno z nim nie rozmawiać, nie spotykać się. Ale nie pozwolę, aby stała mu się jakaś krzywda...
- Umowa to umowa. Ty z nim nie rozmawiasz,nic mu się nie stanie. A teraz. Do zobaczenia mała. - pocałował mnie w policzek i poszedł. Nienawidzę go. Niszczy mi życie. Czemu mu tak zależy na mnie? O co mu do cholery chodzi! Nie mogę już wytrzymać z tym wszystkim. Nienawidzę siebie. Zsunęłam się wzdłuż betonowej ściany i płakałam. Ja po prostu ryczałam i darłam się dlaczego. Dlaczego to wszystko zawsze dotyka mnie? Po co ja się pakowałam parę lat temu w to towarzystwo? To wszystko przez to. Jestem głupia. Prawda jest taka - "Tak Łatwo wejść, ale już gorzej się wydostać".

________________
Hej. xx
Przepraszam, że długo mnie nie było,
ale musiałam poprawić oceny. 
W tej części nie ma za dużo faktów z mojego życia, 
ale myślę, że się Wam spodobało.
Proszę o komentarze i szczere opinie. 
Jeżeli ktoś chce być informowany o następnych rozdziałach, 
to piszcie w komentarzach Wasze nazwy z tt.
Dziękuję Wam za ostatnie pozytywne komentarze.