niedziela, 27 października 2013

Rozdział 2.†

- Słoooodki jest! - powiedziała, a raczej zadarła się Jane.
- Możliwe. - odpowiedziałam spokojnie.
- Widziałaś jak na Ciebie patrzy? No przecież wpadłaś mu w oko! I on chyba tobie też...
- Oj no już nie przesadzaj... Jest bardzo miły, ale nie znamy się dobrze. - to prawda. minął tylko tydzień odkąd Nialler jest w szkole, ale naprawdę jest bardzo miły. Ostatnio wracamy wszyscy we trójkę ze szkoły. Niall mieszka niedaleko nas. Podobno nie ma żadnej spiny z Justinem, ale się nie kolegują. Ugh jak ja go szczerze nienawidzę... Niall wydaje się być bardzo prawdziwym człowiekiem. A Jus to jest jego zupełne przeciwieństwo. Fałszywa szmata, chamski podrywacz, krętacz, narkoman, palacz, pijak i dużo by jeszcze wymieniać. Nienawidzę go.
A teraz matematyka. Nie ogarniam tego przedmiotu. Dobrze, że siedzę na nim z Jane. Ona coś jeszcze ogarnia. Co prawda jest młodsza ode mnie rocznikowo, ale poszła rok wcześniej do szkoły.
Ta lekcja mijała naprawdę powoli, ale pod koniec dostałam sms-a. Od Horana.

"Hey Rose. Nie chciałabyś wybrać się ze mną dzisiaj wieczorem do kina? Chciałbym spędzić z Tobą więcej czasu i lepiej Cię poznać. Bardzo mi na tym zależy. Odpisz. Xx."

Szczerze byłam zdziwiona, ale zrobiło mi się bardzo miło. Od razu odpisałam.

"Jasne z chęcią z Tobą pójdę. To na którą godzinę się umawiamy? "

Gdy wysłałam wiadomość zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy i nagle ktoś mnie pociągnął za rękę. Po chwili byłam przytulona do Niallera.
- Myślę, że przyjadę po Ciebie o 7. - powiedział.
- Myślę, że zdążę. - odpowiedziałam z uśmiechem. Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Nagle zdałam sobie sprawę, że stoimy bardzo blisko siebie. Aż za blisko. Lekko się od niego odsunęłam i poszłam w stronę stołówki. Akurat obiadek. Mniiiiam... Te pyszne papki zmielonych warzyw razem z mięsem. Po prostu klasa... Nie no zaraz się chyba porzygam. 
- Gdzie Ty mi zginęłaś? Myślałam, że idziesz za mną? - zapytała Jane. Teraz się jej bd musiała tłumaczyć. O Boooże.
- Nialler mnie zaczepił. 
- I co? No mów! 
- No spokojnie! Umówiłam się z nim dzisiaj wieczorem do kina, ale proszę Cię siedź cicho bo Cię zabiję, udusze,  poćwiartuję i ugotuję z Ciebie zupę! 
- No dobra dobra spokojnie... Ej a możesz mi powiedzieć, czemu Justin cały czas się na Ciebie lampi? - no faktycznie. Patrzył się przez cały czas. Jakbym nwm była rozebrana czy co? Boże zaczynam się go bać. 
- Nie wiem, ale chyba nie chcę wiedzieć... 
- Obawiam się, że chyba się dowiesz bo tu idzie. - co kurwa? Nie proszę nie. Nie gadałam z nim od nie wiem ilu ale wiem że to było dawno.
- Hej Rose. Co robisz dzisiaj? -  zapytał. Tak o prosto z mostu. Co z tego, że nie gadaliśmy ze sobą jakieś 1000 lat? Nie to nic się nie dzieje...
- Jestem zajęta, a przepraszam  od kiedy Cię interesuje moje życie? Panie "Mam na Ciebie wyjebane. Spierdalaj"? - zapytałam. Cała szkoła nagle zrobiła wielkie "woow".
- Oj daj spokój Rose. To było dawno. A ja Cię tylko kulturalnie zapraszam na mały wypadzik ze mną w roli głównej.
- A ja Ci kulturalnie mówię spierdalaj. Do widzienia. - cała szkoła miała twarze jak nie z tej ziemi. Dziwili się, że któraś laska powiedziała Panu przystojnemu "NIE" i się do tego postawiła. Justin nie wiedział co powiedzieć i odszedł. Zauważyłam, że Niall siedział stolik obok Jus'a. Śmiał się z niego. Modliłam się, żeby Justin tego nie zauważył. Był tak wkurwiony, że wziął i wywrócił stolik przy którym siedział. Ja pierdole. Rozzłościłam samego Justina. Ale zajebiście! Mogę uczciwie powiedzieć, że jestem z siebie dumna.
- Powiem Ci, że dałaś mu popalić Rose. - powiedziała nagle Jane.
- Wiem. Ale dzięki.

***

- I w co ja się ubiorę?! - mówiłam do siebie w myślach. Od paru godzin siedziałam przed szafą nie wiedząc co na siebie włożyć. Nagle przypomniałam sobie, o tzw. ubraniach "na wszelki wypadek". Zajrzałam pod łóżko i wyciągnęłam małą torbę gdzie było mnóstwo rzeczy takich jak: sukienki wieczorowe, ubrania na wyjścia z przyjaciółkami no i znalazłam w końcu coś odpowiedniego:



Ubrałam się szybko, poprawiłam makijaż na lekko mocniejszy (kreski, wydłużenie rzęs) i byłam gotowa. Popatrzyłam na zegarek. 18.58. No muszę przyznać, że dobrze mi poszło to przygotowywanie. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
- To do mnie MAMOOOOOO! 
- Dobra, ale nie drzyj się TAAAAAK! - hahaha kocham moją mamę. Najlepsza wariatka na świecie. Pobiegłam szybko do drzwi i otworzyłam. W drzwiach stał Nialler. Boże jaki słodki. Co ja gadam!? znamy się tydzień... Rose ogarnij! 
- Hej. Ślicznie wyglądasz. - powiedział, a ja się zrobiłam czerwona...
- He..hej. Ty też niczego sobie. - był ubrany na sportowo, ale stylem pasował do mnie. Jakbyśmy czytali sobie w myślach. To jest może dziwne, ale często z Niallem myślimy tak samo, o tym samym i w tym samym czasie. Naprawdę dziwne. 
- To co? Idziemy? - zapytał. Chyba widział, że się zamyśliłam.
- Tak, tak. Tylko wezmę torbę. - poszłam po torbę i wyszliśmy. Weszłam do jego auta. Bardzo piękne. Czarne, sportowe, wygodne, w środku skórzane. Naprawdę świetne. Gdy Nialler odpalił silnik zapytałam.
- A na co idziemy do tego kina? 
- W sumie to nie wiem. - odpowiedział uśmiechając się do mnie. Och ten uśmiech. Boże Rose! Proszę ogarnij się. Błagam...
- Aha... - zaczęłam się śmiać.
- Walić plany, najlepsze są spontany. - popatrzyłam na niego z zaciekawieniem. Uwielbiam ludzi, którzy prowadzą życie oparte na sentencjach. To jest bardzo ciekawe. Ja też opieram swoje życie na sentencjach. 
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytał.
- Nic, nic. Po prostu jesteś bardzo ciekawym człowiekiem Niall. 
- Nikt mi tego jeszcze nie powiedział, więc nie wiem czy mam to zaakceptować jako komplement czy uwagę. - zaśmiał się. 
- Dla mnie jest to zdecydowanie zaleta. - chyba nie wiedział co ma powiedzieć, bo nastała cisza, ale nie była ona niezręczna. Było uspokajająca. W jego towarzystwie czułam się jak przy osobie bardzo mi bliskiej, przy której nie miałam się czego obawiać. On jest po prostu inny niż wszyscy. Przynajmniej na razie odnoszę takie wrażenie. Patrzyłam się przez okno po mojej stronie na te wszystkie ulice, myśląc o tym co się stało dzisiaj w stołówce. Nie wiem czemu, ale nie mogę przestać o tym myśleć. Szczerze, to z trudem przeszło mi przez gardło to, co powiedziałam do Justina. Nie wiem dlaczego. Faktycznie był dla mnie kiedyś kimś ważnym, albo nawet bardzo ważnym, ale czemu mam uczucie, którego nie potrafię w żaden sposób opisać? Inne dziewczyny pewnie nie miałyby wyrzutów sumienia, ale ja mam. Nie wiem z jakiego powodu. Zatrzymaliśmy się. 
- No to jesteśmy na miejscu. - oznajmił. Wyszliśmy z auta i nagle zobaczyłam Justina i  jego kolegów. Stali pod wejściem do kina i byli już lekko po alkoholu i Bóg wie jeszcze po czym. Wiedziałam, że coś się stanie. Nie chciałam tam iść, bo Justin jest do wszystkiego zdolny będąc w takim stanie. Cholernie się bałam.
- Niall?
- Tak Rose?
- Możemy pójść do jakiegoś innego kina? 
- Czemu? Nie lubisz tego? - zapytał. Jednak zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć Nialler odwrócił głowę w stronę wejścia. - Aha. Rozumiem, że nie chcesz się z nim widzieć. Spokojnie Rose. Wszystko będzie dobrze. Po prostu bez żadnego słowa wejdziemy do środka. Tyle. Po krzyku. - uśmiechnął się miło, ale ja wiedziałam, że coś będzie nie tak. Byłam tego po prostu pewna. Szłam z Niallerem za rękę. Ściskałąm ją tak strasznie mocno, że Niall, aż się mocno zdziwił. - Rose spokojnie. Dasz radę. - Dziękowałam Bogu, że jestem tu teraz właśnie z nim. 
- O popatrzcie kto idzie! Nowa para! Jak się masz Rose? To z nim wolałaś iść? Z tym lalusiem? Hahaha! Dobre. - zaczął szydzić z Niall'a. Nagle Niall się wkurzył.
- Słuchaj Justin masz jakiś problem? 
- A owszem mam. Mógłbyś zostawić Rose w spokoju, bo ona jest moja?
- Nie sądzę, żeby Rose była Twoją własnością, a na pewno nie chciałaby się wybrać do kina z kimś takim jak Ty! - wtedy Justin przywalił Horanowi. Złapałam się tylko ręką za buzię. Nie wiedziałam co mam robić. Niall gdy ogarnął, że dostał, oddał jakoś tak dwa razy mocniej Justinowi. Zaczęli się naparzać, jak nienormalni. Starałam się ich rozdzielić, aż w końcu odepchnęłam Justina na tyle mocno, że upadł na ziemię. Krwawił z nosa, tak samo jak Niall. Obydwaj mieli pokiereszowane ręce. Miałam łzy w oczach. Płakałam jakbym straciła kogoś najważniejszego, ale nie wiedziałam czy płakałam za Justinem, czy za Niallem. 
- Wolisz tego pedała co chodzi w rurkach ode mnie? Zobaczysz jeszcze wrócisz do mnie Rose. Zobaczysz! - wykrzyczał to idąc ze znajomymi. Wzięłam Nialla pod rękę i zaprowadziłam do samochodu na miejsce pasażera. 
- Nic Ci nie jest? - zapytałam z troską.
- Nie, jest w porządku. 
- Pojedziemy do mnie. Zrobię Ci opatrunek.
- Okej. Dzięki. Ale, umiesz prowadzić? - zapytał z uśmiechem.
- Kiedyś się prowadziło w lesie auto. -  odpowiedziałam, a on się zaśmiał. Co za debil! Dostał za przeproszeniem w pysk i jeszcze mu do śmiechu!... Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Gdy dojechaliśmy powiedziałam mamie, że Niall wpadnie do nas na chwilę, bo potrzebujemy jeszcze pogadać. Moja mama znała całą historię Justina, jego wszystkie odpały, wyzywanie mnie, ale wolałam jej o tym nie mówić. Zaprowadziłam Nialla do mojego pokoju i poszłam po apteczkę. Od razu zaczęłam wycierać mu twarz z tej krwi. Nagle złapał moją lewą rękę.
- Co to jest? - zapytał pokazując moje rany na ręce. 
- Nic. 
- Odpowiedz mi Rose!
- Nic. Kot mnie podrapał. -starałam się jakoś wytłumaczyć, ale wiedziałam, że mi nie uwierzy.
- W tylu miejscach? Przecież tu jest ze sto blizn! Czemu to robisz? - nie dawał za wygraną. 
- Bo taka już jestem. Od kilku lat nie radzę sobie ze sobą. Nie jestem już taka jak byłam. Zaczęłam pić, palić i ciąć się. 
- Czemu? - nie wiem czemu, ale Niall miał w oczach łzy. Po prostu płakał.
- Przez niego.
- Przez kogo? - nie odpowiedziałam, ale się domyślił. - Przez Justina? Co on takiego zrobił?
- Nic. Nie ważne Niall. Naprawdę nie ważne.
- Proszę powiedz mi. Muszę wiedzieć. 
- Czemu tak Ci na tym zależy? I czemu płaczesz?
- Moja mama nie żyję, bo podcięła sobie żyły. Nie chciałbym stracić też Ciebie, bo jesteś dla mnie ważna. - to co powiedział było przepiękne. Była w końcu osoba, której na mnie zależało. Opowiedziałam mu wszystko. Niall stwierdził, że nigdy nie potraktowałby tak dziewczyny. Powiedział, że będzie mnie chronił jak tylko może przed Justinem i że będzie się mną opiekował i pilnował żebym już się nie cięła. 
- Dziękuję Ci za wszystko, Niall. Naprawdę. - łza spłynęła po moim policzku.
- To ja Ci dziękuję słońce. I nie płacz więcej. Nikt nie jest wart Twoich łez. - starł mokre miejsce na mojej twarzy i pocałował mnie w policzek. - Dobranoc Rose.
- Dobranoc Niall. 

________________
Hej. Sorki, że nie było mnie tak długo, 
ale nie miałam zbytnio czasu, bo mam wiele problemów,
między innymi z prawdziwym Justinem. 
Jak już mówiłam są tu elementy z prawdziwej historii, 
którą sama przeżyłam. 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. 
Potrzebuję motywacji więc proszę o komentarze. 
Dzięki Xx.