środa, 5 listopada 2014

Rozdział 8. †

Otwierając oczy, poczułam dość mocny ból głowy. Zobaczyłam przed sobą oczy o niebieskim, oceanicznym odcieniu, które należały do Horana. Popatrzył się na mnie i lekko uśmiechnął.
- Dzień dobry księżniczko. - na te słowa uśmiechnęłam się szeroko a na moich policzkach pojawiły się delikatne rumieńce o blado-czerwonym odcieniu. Niall cichutko zachichotał.
- W porządku, ale trochę, a nawet bardzo boli mnie głowa... - po mojej wypowiedzi, Niebieskooki przestał mnie obejmować. Nie spodobało mi się to bo było mi naprawdę miło i cieplutko, ale po chwili wręczył mi szklankę wody i dwie aspiryny. Uśmiechnęłam się. Bardzo o mnie dbał. Nikt nigdy się o mnie tak nie troszczył. No oczywiście oprócz mamy.
- Po tym powinno Ci się zrobić lepiej. Odwróć się do mnie twoją prawą stroną. - nakazał. Odwróciłam się po czym Niall dotknął mojego prawego policzka. Syknęłam z bólu.
- Przepraszam. I za to, że Ci to zrobiłem również. Może lepiej pojedziemy z tym do lekarza? - zaproponował.
- Nie nie. Nie trzeba. Z resztą nie za bardzo przepadam za lekarzami... - nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Znów nie miałam pojęcia gdzie on się znajdował... Nagle przede mną pojawił się Niall z urządzeniem w ręce. Podał mi je i odebrałam jak najszybciej nie patrząc na wyświetlacz.
- Tak słucham?
- Hej Rose, mogę do Ciebie wpaść? - w słuchawce usłyszałam dźwięczny i donośny głos Jane.
- No okej. W takim razie za ile będziesz? - zapytałam, po czym usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Już jestem. - oznajmiła i rozłączyła się. Nie musiałam nawet prosić Niebieskookiego, aby poszedł otworzyć drzwi. Dobrze wiedział, że jestem słaba więc skierował się na dół. Po krótkiej chwili już byli u mnie w pokoju.
- Heeej! Stęskniłam s... Rose co to jest?! - zapytała, a ja nawet nie zdążyłam odpowiedzieć bo Jane zaczęła panikować... - To ten idiota Justin? O jak ja go dorwę powyrywam mu te wszystkie kłaki z głowy...
- Jane, ale to akurat nie on... - przerwał jej Niall.
- A kto? - zapytała.
- No... no ja... - w tym momencie Jane podeszła do niego i zaczęła go dusić rękami bić i wszystko co najgorsze. Musiałam odnaleźć w sobie siły, żeby ich rozdzielić, a właściwe oderwać Jane od Nialla bo jeszcze chwila i zrobi z niego dywanik pod nogi.
- Jane! Jane zostaw go On stanął w mojej obronie! - po chwili dziewczyna uspokoiła się i znów popatrzyła w moją stronę zupełnie zdezorientowana.
- Przepraszam. Ale skoro On Cię bronił to chyba nie powinien Ciebie bić tylko Justina tak? No chyba że Wam się już coś totalnie potentegowało!!! - wykrzyczała i zaczęła dyszeć. To było dość zabawne.
- Niall obronił mnie przed Justinem wczoraj wieczorem. Próbowałam ich rozdzielić, ale Niall wpadł w "lekki szał" i kiedy pojawiłam się między nimi Nial uderzył mnie, ale oczywiście przypadkowo. Więc proszę uspokój się, oddychaj głęboko.
- Dobra. A teraz proszę wszystko od początku tylko błagam dajcie mi jakieś krzesło...

*****

- Rose... Szczerze, to nie mam zielonego pojęcia co mam o tym sądzić. Wiem tylko tyle, że Justin ma jakiś konkretny powód żeby Cię odzyskać, bo znam go i Ty też. Wiesz, że on nie zabiera się za coś bez powodu. Przecież to jest Jus...
- Jane ma racje. To nie jest normalne, że po tylu latach nieodzywania się do siebie nagle próbuje się do Ciebie zbliżyć. Ja natomiast na to nie pozwolę. I sądzę, że Jane też. Powinniśmy Cię bardziej pilnować... - Niall był bardzo zmieszany całą sytuacją. Widziałam że był na siebie zły. Miał szklanki w oczach.
- Dobra, posłuchajcie mnie. Nie jestem jakaś upośledzona, nie obrażając tych ludzi, ale potrafię sobie poradzić. Nie ukrywam, boję się go, jest dziwny i też nie wiem o co mu chodzi, ale ja chcę się tego dowiedzieć. Muszę się mu postawić i sprostać całej tej sytuacji. To nie jest jakaś błahostka tylko poważna sprawa. Potrzebuję trochę czasu, żeby zobaczyć co on kombinuje, ale błagam nie pilnujcie mnie jak prezydenta kiedy wychodzi do sklepu, bo mnie chyba szlag jasny trafi!
- Rose... Po pierwsze prezydent nie wychodzi do sklepu tylko robią to za niego jego służący i ci wszyscy inni, którzy dostają za to miliony, ale wracając do tematu... Ja sądzę, że udawanie przed Justinem, że wszystko jest ok będzie złym pomysłem... Jeszcze Cię w coś wmiesza, albo będziesz miała poważne problemy... Niall a Ty co o tym sądzisz? - zapytała ze zmieszaniem na twarzy Jane.
- Masz rację. Rose temu człowiekowi nie można zaufać. On naprawdę ma nierówno pod sufitem a do tego widzisz sama, że jest niebezpieczny. Na razie nie powinnaś go brać na podstęp bo niewiadomo co on knuje. Najpierw ktoś musi się dowiedzieć o co mu chodzi, ale to na pewno nie możesz być Ty Rose. Bo prędzej czy później wykorzysta Cię do własnych celów i będziesz miała kłopoty... - To co powiedział Niall miało sens. i nawet było prawdą... Niestety... Tak bardzo mnie korciło, żeby się dowiedzieć czego on ode mnie chce. Tylko potrzebowałabym czasu, i spędzenia z nim wielu chwil. Ale to mogłoby doprowadzić do ponownego pokochania go, a ja tego nie chcę... Za bardzo się męczyłam przez niego i miałam za dużo problemów. Teraz mam Nialla i wiążę z nim duże nadzieje, ale nie chcę tego zrobić zbyt szybko...
- Okej. Musimy coś wymyślić. Skoro nie ja to kto? - zapytałam patrząc na zmianę w stronę Jane oraz Nialla.
- Ja nie miałam z nim nigdy jakiegoś dobrego kontaktu więc na mnie nie patrz. - zaprotestowała Jane.
- Ja mogę. Tylko niestety musiałbym posunąć się do czegoś, od czego uciekłem kilka lat temu...
- Nie Niall ja się nie zgadzam. Nie będziesz tylko z mojego powodu tam wracał i marnował swojego życia. - zaczęliśmy się spierać i wymieniać podzielone zdania. Nagle odezwała się jane.
- Przepraszam bardzo państwa, ale czy możecie mi wytłumaczyć o co do cholery jasnej chodzi? Bo teraz to doszczętnie się pogubiłam! Gdzie Ty masz wracać? A Ty dlaczego mu nie pozwalasz!!!??? - wiem, że tonie jest moment do śmeichu, ale ona tak śmiesznie wygląda jak się denerwuje...
- Niall chce wrócić do gangu Jusa opuszczając swój, który teraz z nim rywalizuje, aby znowu się z nim zaprzyjaźnić i wypytać dlaczego chcę mnie odzyskać. A ja mu na to nie pozwolę, bo wiem, czym to grozi!
- Ale możesz się uspokoić? Nieważne jest teraz dla mnie co mi się stanie tylko ważna jesteś Ty. Chcę Twojego szczęścia i żebyś mogła spać spokojnie. - powiedział łapiąc mnie za rękę.
- Niall ja się nie zgadzam. Nie pozwolę na to. Jak wrócisz tam to zmienisz się znowu. Proszę nie rób tego. - łzy leciały mi po policzkach jak małe strumyczki. Nie wiedziałam co odpowie, bałam się, że postawi na swoim tylko dlatego, żebym ja nie cierpiała. Nie chciałam, żeby tam wracał.
- Niall. Rose ma rację. Nikt nie chce żeby coś się stało ani Tobie ani Rose ani mnie. Ale trzeba to rozwiązać inaczej. - Niall słuchając co mówi Jane podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Dobra nie wrócę tam. A Ty skarbie nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Damy radę prawda? - zapytał podnosząc mój podbródek i uśmiechając się do mnie lekko.
- Tak. Damy radę Niall. Damy radę...



__________________
Witam bo bardzo długiej przerwie!
Nie miałam zupełnie weny ani czasu.
To co zostało teraz napisane to był zupełny spontan.
Mam pare pomysłów, ale muszę to jeszcze przemyśleć. 
Sądzę, że następny rozdział pojawi się najpóźniej w piątek :)
Proszę o komentarze. Bardzo motywują do dalszej pracy.
Pozdrawiam !  xx 

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 7.†

Po wyjściu Nialla, uznałam, że powinnam w końcu posprzątać swoją sypialnie. Naprawdę, za drzwiami do tego pomieszczenia, krył się taki burdel, że nie można było odnaleźć w nim dywanu. Próbując doprowadzić do porządku swój pokój, myślałam, nad tym, co powiedział mi Niall. Byłam dość zaskoczona, że to wyjątkowe uczucie, przeznaczone dla tej ważnej osoby, skierował właśnie do mnie. Nie myślałam, że będzie komuś na mnie tak zależało. Ale nie ukrywam, że moje serduszko, zaczęło bić szybciej. Niestety w tym momencie, nie mogę sobie pozwolić na coś większego, niż przyjaźń, a szczególnie z Niallem. Jest on dla mnie cholernie ważny, zajmuje w moim życiu wyższą pozycję niż przyjaciel, ale w najbliższym czasie nie mogę pozwolić na to, aby Justin dowiedział się o naszych uczuciach. Powinniśmy to trzymać w tajemnicy. Tak aby nikt się nie dowiedział. Z moich rozmyśleń, wyrwało mnie pukanie do drzwi. Nie spodziewałam się nikogo, ponieważ rodzice wracają dopiero za trzy dni, a Niall przecież pojechał załatwiać sprawy. Popatrzyłam na mały cyfrowy zegarek na półce przy łóżku. Dopiero 14.06 więc niebieskooki na pewno jeszcze nie skończył. Szybko zbiegłam po schodach w kierunku drzwi wejściowych, modląc się, żeby to nie był on, żeby to nie był Justin. Stanęłam na przeciwko drzwi i ostatni raz poprosiłam Boga, aby za drzwiami stała każda inna osoba. Nacisnęłam klamkę, lekko uchylając drzwi. Za nimi zauważyłam tylko lekko skręcone, długie, jasnobrązowe włosy. Janette. Niepewnie otworzyłam drzwi i ujrzałam ją ze smutnym wyrazem twarzy.
- Hej. Możemy porozmawiać? - zapytała dość cichym tonem głosu.
- Okej. Wejdź. - odpowiedziałam równie cicho zapraszając dziewczynę do domu. Skierowałyśmy się w stronę salonu, aby spokojnie usiąść w miejscu, gdzie nie było aż takiego bałaganu, jak w mojej sypialni.
- Nikogo nie ma? - zapytała siadając na kanapie.
- Nie. Rodzice wyjechali do Polski do ojca mojej mamy na cztery dni. Chcesz może coś do picia? - zapytałam.
- Nie dziękuję. Ja chciałam Ci tylko powiedzieć, że... przepraszam. Przepraszam Cię Rose. Nie powinnam wierzyć w to wszystko co powiedziały mi Mendy i Victoria. Powinnam o tym z Tobą porozmawiać, a nie zapominać o Tobie i udawać, że nie istniejesz. Brakuję mi Ciebie Rose. Naprawdę. - gdy ją słuchałam, wydawało mi się, że w końcu zrozumiała swój błąd. Ja też zrozumiałam, że nie powinnam mówić pewnych rzeczy, niektórym osobom. 
- Jane. Dobrze, że tu przyszłaś. Mi też Ciebie brakowało. Ja też przepraszam, za bycie dla Ciebie oschłą. - uśmiechnęła się do mnie lekko, na co ja odwzajemniłam się tym samym. Po chwili ciszy obie przytuliłyśmy się do siebie. 
- Czyli między nami już wszystko w porządku? - zapytała tuląc się w moje włosy.
- W jak najlepszym porządku. - zaśmiałyśmy się obie. 
- Może miałabyś czas pomóc mi ogarnąć mój pokój? Przy okazji powiesz mi jak u Ciebie. - zaproponowałam na co Jane przytaknęła uśmiechając się lekko. Sprzątając, dowiedziałam się, że Jane znalazła sobie nowego chłopaka o imieniu Harry. Podobno jest bardzo romantyczny i chodzi ubrany dość elegancko, ale czasami zdarza mu się ubrać w koszulki różnych rockowych zespołów. Myślę, że jest odpowiedni dla niej. Ja natomiast powiedziałam jej co u mnie, nie pomijając żadnych szczegółów, nawet dzisiejszej rozmowy z Niallem. Obiecała mi, że nie wygada się nikomu. A jej mogę wierzyć. Cieszę się, że między nami już wszystko ok. Brakowało mi tej Jane. Tej zwariowanej, śmiesznej i kochanej Jane. 

***

- Okej słońce, Twój pokój wygląda jak nowy, więc ja już będę się zbierać. - powiedziała dumna ze naszej pracy włożonej w posprzątanie tego barłogu.
- No dobrze. Dziękuję Ci bardzo. Jesteś wspaniała. - uśmiechnęła się do mnie po czym obie zeszłyśmy na dół, w kierunku drzwi wyjściowych.
- To do zobaczenia. - dała mi buziaka w policzek i wyszła. Zamknęłam drzwi na łucznik, następnie skierowałam się w stronę kuchni w celu zrobienia sobie herbaty malinowej bo zrobiło mi się niemiłosiernie zimno. Do około godziny 14.30 było dość słonecznie, później niestety się ochłodziło a słoneczko zniknęło za chmurami. Nalałam wody do małego, srebrnego czajnika, postawiłam na gazie i poszłam oglądać TV. Naprawdę, ale to naprawdę nic nie było w telewizji, więc musiałam zadowolić się jakimiś kreskówkami, które kompletnie pozbawiały dzieci mózgu... Nagle usłyszałam jak mój telefon daje mi sygnał, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić. Niestety nie miałam zielonego pojęcia gdzie zostawiłam to małe, niezbędne mi do życia urządzenie, więc telefon po krótkim czasie przestał dzwonić. Po chwili usłyszałam gwizdek czajnika. Pobiegłam szybko do kuchni. Zalewając herbatę ujrzałam telefon na półce z kawą i innymi, sypkimi rzeczami. Szybko sięgnęłam po daną rzecz i zobaczyłam kto dzwonił. Niall. Już chciałam oddzwaniać gdy na wyświetlaczy pojawiła się lekko uśmiechnięta twarz Niallera. Szybko odebrała telefon.
- Hej. - powiedziałam.
- Czemu nie odbierasz? - zapytał dość pretensjonalnie.
- Tak mi też jest Cię miło słyszeć... - powiedziałam oschle.
- Przepraszam, ale martwiłem się. A w dodatku miałem dość ciężkie popołudnie. - oznajmił przepraszająco.
- Rozumiem. To w jakiej sprawie dzwonisz? -zapytałam już milej.
- Mógłbym do Ciebie wpaść? - zdziwiłam się jego pytaniem bo myślałam, że dzisiaj już nie zajrzy do mnie, przecież miał tak dużo spraw do załatwienia...
- No okej, jasne. Wpadaj. Za ile będziesz?
- Za jakieś 10, max 15 minut.
- Okej, pa.
- Pa.
Wzięłam kubek z napojem i skierowałam się do salonu, następnie siadając na sofie. Upijałam herbatę po łyku, tak, aby się nie oparzyć. Stwierdziłam, że te bajeczki już mnie nudzą więc "leciałam" po kanałach telewizyjnych mając nadzieję, że znajdę w końcu coś dla siebie. Szukając czegoś normalnego zatrzymałam się na wiadomościach. Akurat była pogoda.

"W tym tygodniu pogoda niestety nie będzie nam dopisywać. Prognozowane częste opady deszczu od południa do wieczora. Maksymalna temperatura w dzień do 17 stopni Celsjusza."

Cudownie. Nienawidzę takiej pogody. Deszcz mógłby padać, on mi nie przeszkadza, natomiast zbyt zimno. Brrr... Na samą myśl o takiej pogodzie aż mi się zimno robi. Kolejny raz dzisiaj usłyszałam pukanie. Spojrzałam na zegarek. Dopiero pięć minut. Podeszłam do drzwi nie patrząc przez wizjer.
- Cześć śliczna. - przede mną stał on. Niestety. W moim gardle urosła wielka gula, a moje ciało przeszedł niemiły dreszcz związany i z jego wizytą i z uderzającym we mnie chłodem.
- Nie wpuścisz mnie do środka? - zapytał szyderczo.
- Nie, nie mam takiego zamiaru. Czego chcesz? - w końcu nerwy mi odpuściły. To znaczy odpuściła mi blokada głosu, natomiast od środka cała się gotowałam ze złości.
- Porozmawiać. - uśmiechnął się.
- Niby o czym? - nie dawałam za wygraną.
- O nas kochanie. Trzeba chyba w końcu ustalić kiedy pierwsza randka.
- Czy Ty siebie słyszysz? Ty w ogóle zastanawiasz się czasami co Ty mówisz? - już nie wytrzymałam. Dałam upust moim nerwom.
- Ale słońce nie denerwuj się tak. Wszystko sobie przemyślałem, jesteśmy stworzeni dla siebie, przecież wiesz o tym. - powiedział przyciągając mnie do siebie tym samym wyciągając mnie na mokrą i zimną od deszczu wycieraczkę.
- Mógłbyś mnie łaskawie puścić? - starałam się go odepchnąć, niestety nie pozwalał mi na to. Szarpałam się jak mogłam, ale to nic nie dawało. Nagle mnie puścił. Zdziwiłam się, że tak szybko dał za wygraną. Okazało się, że to nie jego decyzja. To Niall. Niall go ode mnie odciągną po czym zaczął go okładać. Nie wiedziałam co mam robić.
- Ile razy Ci trzeba powtarzać, że masz się do niej nie zbliżać?! Mało Ci było ostatnio? Odpieprz się od niej! - cedził przez zęby. Stał nad leżącym Justinem i po prostu go masakrował. Podbiegłam do niego chcąc go uspokoić.
- Niall! Niall proszę zostaw go! Już wystarczy, Niall! - nie słuchał mnie. Nagle Niebieskooki uderzył mnie. Nie trafił w Justina, tylko we mnie. Poczułam tylko jak lekko zamykają mi się oczy. Upadłam na mokrą ziemię.

***

- Harry, dzięki za pomoc. Ja w jej oczach teraz jestem nikim. Ja po prostu nie wiem jak to się stało. Chciałem uderzyć tego idiotę, nie ją. ona jest dla mnie wszystkim. Kocham ją. - usłyszałam męski głos. Początkowo nie wiedziałam kto to. Gdy już troszeczkę się ocuciłam doszłam do wniosku, że to Niall. Nie wiedziałam z kim rozmawia. Tej osoby chyba nie było w domu. Zdziwiłam się tym co mówił niebieskooki. Próbowałam się podnieść. Otworzyłam ciężkie ze zmęczenia powieki, podpierając się łokciami. Lekko zawróciło mi się w głowie, ale nie rezygnowałam z celu. Podciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Dopiero teraz zauważyłam, że znajduję się w swoim pokoju, a Nialler dalej rozmawiał przez telefon za przymkniętymi drzwiami. Doskonale pamiętam dzisiejszą sytuację. Wiem też, że Niall zrobił to przez przypadek, nie chciał mnie uderzyć. Powoli wstałam z łóżka, ale niestety nie dane mi było stać o własnych siłach. Z hukiem runęłam na ziemię. Do pokoju wbiegł Niebieskooki.
- Rose! Rose nic Ci nie jest? - wypytywał podtrzymując mnie za ręce. Po chwili znów leżałam na łóżku.
- Nie, jest w porządku. - uśmiechnęłam się lekko.
- Rosę, ja Cię tak strasznie przepraszam ja nie wiem co się ze mną stało, nie panowałem nad sobą, po prostu nie wytrzymałem, ja...
- Niall. Spokojnie. Wszystko jest w porządku. Nic się nie stało. Rozumiem zdenerwowałeś się. Jest ok. - zapewniłam. Przytuliłam się do niego bardzo mocno. - A co z Justinem? - zapytałam. Na twarzy chłopaka pojawiło się obrzydzenie. Nie do Justina, tylko do samego siebie.
- Wszystko z nim będzie okej. Lekko go zmasakrowałem, ale dojdzie do siebie. Rose jeszcze raz Cię przepraszam. Tak się martwiłem. - tym razem chłopak mnie przytulił. Zrozumiałam, że Niallowi naprawdę na mnie zależało. - Zostanę dzisiaj z Tobą. Nie możesz zostać sama w takim stanie. - zaproponował. Ja tylko pokiwałam głową na zgodę. Niebieskooki położył się koło mnie. Przykrył nas ciepłą kołdrą i objął moje zziębnięte ciało ręką. Przy nim czułam się najbezpieczniejsza na świecie. Po krótkim czasie odpłynęliśmy w krainę snów.


_______________

Witam. Nowy, już 7 rozdział zagościł na tym blogu.
Mam nadzieję, że się spodobał.
Pisałam go dwa dni, ale i tak moim zdaniem jest do kitu...
Proszę zostawcie po sobie ślad w postaci komentarza
z Waszą opinią. Dziękuję xx 

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 6.†

Promienie słoneczne próbowały się dostać do moich oczu, drażniąc je co raz bardziej. Wiedząc, że z mojego spania już nici postanowiłam wstać. Gdy już się rozbudziłam, zdałam sobie sprawę, że nie ma Nialla. Trochę się zdziwiłam bo pamiętam dobrze, że zasnęliśmy razem na kanapie w salonie. Może wczorajszy dzień się nie zdarzył i to wszystko było snem? Może to tylko moja wyobraźnia? Nagle usłyszałam dość głośny trzask w kuchni. Odwróciłam się stronę wspomnianego miejsca i dopiero wtedy zauważyłam blond czuprynę chłopaka, który próbował coś przygotować na śniadanie.
Wstałam z kanapy kierując się do kuchni. Poczułam piękny zapach robionych naleśników. - Dzień dobry. - weszłam do pomieszczenia machając w stronę chłopaka.
- O witaj. Przepraszam za ten trzask. Obudziłem Cię tym prawda? - popatrzył w moją stronę obwiniając się za to, że już nie śpię.
- Nie, słońce nie dało mi spać. - uśmiechnęłam się. - Niall?
- Tak? - zaprzestał czynność i patrzył tylko na mnie.
- Dziękuję, że zostałeś. Potrzebowałam spędzić czas z przyjacielem. Tęskniłam... - chłopak uśmiechnął się, ale po chwili na jego twarzy pojawił się smutek. Widziałam to po jego oczach. One wyrażały wszystko co czuł.
- Czemu taki jesteś? - zapytałam. Niebieskooki lekko zmarszczył brwi nie do końca chyba rozumiejąc moje zapytanie.
- Jaki?
- Taki zawiedziony. - wtedy opuścił głowę i znów zabrał się za robienie śniadania. Cisza z jego strony była bardzo męcząca, więc nie dawałam za wygraną.
- Proszę odpowiedz mi. - Niall odłożył ostatnią porcję jedzenia na talerz i wyłączył wszystko, po czym spojrzał mi prosto w oczy.
- Rose. Jesteś dla mnie ważna...
- Niall Ty dla mnie też, przecież wiesz o tym. - nie dałam mu dokończyć.
- Ale nie w taki sposób. Przez ten tydzień gdy nie rozmawialiśmy myślałem o Tobie codziennie, rano gdy wstawałem, wieczorem gdy kładłem się spać, a gdy udało mi się zasnąć śniłem o Tobie. Nie potrafię tego wytłumaczyć, nigdy tak się nie czułem. Gdy Cię widzę to momentalnie mam na twarzy uśmiech. Chyba się w Tobie zakochałem Rose. To jest silniejsze ode mnie, nie potrafię zniszczyć tego uczucia, jest zbyt duże. Chciałem się go pozbyć bo wiem, że Ty uważasz mnie tylko z przyjaciela, ale nie potrafię. Nie umiem Rose. - gdy wypowiadał te słowa, wiedziałam, że nie kłamie. Nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć. Stałam jak posąg, w moim gardle rosła gula wielkości jabłka, a język odmawiał mi posłuszeństwa. Chciałam mu coś odpowiedzieć, chciałam z nim o tym porozmawiać, ale teraz nie wiedziałam jak użyć głosu. Jakbym była niema od urodzenia.
- Przepraszam Cię Rose. Lepiej już pójdę... - na te słowa otrząsnęłam się. Złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam w swoją stronę. Popatrzyłam mu prosto w oczy i przytuliłam się do niego najmocniej jak potrafiłam. Niall początkowo był zdziwiony moją reakcją, ale po chwili objął mnie tak samo mocno. To nie był Przyjacielski uścisk. To było coś więcej i miało dużo większe znaczenie. To było to, czego tak dawno nie czułam i tylko jeden człowiek mógł mi to kiedyś dać. Tylko przy Justinie czułam się bezpieczna gdy mnie obejmował, a teraz czuję się tak samo przy nim, przy Niallu. Po dłuższym czasie puściłam go, zastanawiając się wcześniej nad słowami chłopaka i nad tym, co ja powinnam mu odpowiedzieć.
- Niall, ja nie mówię, że nic do Ciebie nie czuję, bo to byłoby kłamstwo. Gdybym nic do Ciebie nie czuła, nie poprosiłabym Cię o zostanie ze mną na noc i nie zgodziłabym się na rozmowę. Jesteś dla mnie ważny, ale musisz zrozumieć, że nie byłam w związku przez naprawdę długi czas, i trudno było mi się pozbierać bo Jusie... Nie jest mi łatwo zacząć wszystko od początku, choć bardzo bym chciała. Proszę musisz mi dać czas. Na razie możemy się spotykać, próbować, ale nic za szybko. A poza tym jest jeszcze Justin, który gdy tylko się dowie o naszym spotykaniu się, to będzie chciał cię skrzywdzić, a ja bym sobie tego nie wybaczyła.
- Rose, obiecuję, że będę czekał. Nie będę do niczego cię zmuszał. A z Justinem damy sobie radę. Nie martw się o mnie, wiem do czego jest zdolny. - po tym co powiedział uśmiechnęłam się do niego. Tym razem Niall mnie przyciągną do siebie powodując u mnie dreszcz przechodzący przez całe moje ciało.
- Wszystko będzie dobrze, damy radę słodka. - pocałował mnie w czoło, co spowodowało u mnie kolejny dreszcz. Było to miłe uczucie, którego tak bardzo mi brakowało. - Ale teraz chodź, zjemy te naleśniki bo nam wystygną. - uśmiechną się, powodując u mnie lekki śmiech. Usiadłam przy stole czekając na pyszne śniadanko. Niall postawił na stole górę, pysznego jedzenia, obok ułożył syrop klonowy, nutelllę, różnego rodzaju dżemy. Po prostu same pyszności.
- Czuję się jakbym była w hotelu. - zaśmiałam się.
- Zawsze do usług Madam.
- Och dziękuję Panie Horan. - Nasza rozmowa zaczęła wyglądać tak, jak na początku naszej znajomości. Znowu mogliśmy normalnie rozmawiać. Około południa Niall musiał wracać do domu. To był bardzo miły poranek. Spędzony z kimś, kto był nie tylko przyjacielem. Był spędzony z kimś szczególnym.




____________________
Witam. Przepraszam za zaniedbanie bloga,
ale postanowiłam wznowić swoje pisanie. 
Przez jakiś czas wena mnie opuściła, ale postanowiła wrócić.
Dzisiejszy rozdział nie jest jakiś cudowny, ale ważne, że jest. 
Proszę o komentarze, to bardzo motywuje.
Xoxo

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 5.†

Deszcz, chmury, ponura atmosfera. To wszystko jeszcze bardziej mnie przygnębia. Czekam na Nialla cała podenerwowana, ręce mi się trzęsą, nie jestem w stanie utrzymać szklanki wody. Niestety przed chwilą już jedną stłukłam. Zbierając szkiełka oczywiście musiałam się skaleczyć bo to ja Rose! Jestem największą kaleką w mieście!... Nie wiem co mu powiem. Nie wiem czy prawdę, czy coś zmyślić? Nie wiem. Nie mogę go przecież okłamywać i unikać do końca życia. Za bardzo mi na nim zależy. Nie umiem się określić kim dla mnie jest Niall. Ale nie mogę pozwolić na to, żeby mu się coś stało. Wiem do czego Justin jest zdolny. Znam go nie od dziś. Pamiętam czasy, kiedy traktował mnie naprawdę jak przyjaciółkę. Codziennie u niego rano w domu, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Wygłupialiśmy się, łaskotaliśmy. Był normalny i przyjacielski, nie uważał się za kogoś lepszego. Ale niestety, ja byłam dla niego tylko jak siostra. Potem poznał nowych kolegów, którzy już doszczętnie go zmienili w to czym jest. A teraz nagle mu się odmieniło? Nagle chce spróbować sobie ze mną ułożyć związek? Po tylu latach kiedy miał mnie daleko w dupie? Kiedy zostawił mnie, swoją niby "przyjaciółkę" dla kolegów, wykorzystał, potraktował jak szmatę? Nie ma opcji. Może i jestem zamknięta w sobie, ale nie dam sobą teraz pomiatać. Za dużo przeszłam przez tego idiotę...
Rozmyślanie przerwał mi dzwonek do drzwi. Zdenerwowana pobiegłam je otworzyć.
- Hej. - to Niall. Świeczki w jego oczach tak dużo mówiły. Nie mogę patrzeć na takiego Nialla. To nie ten sam Niall, którego poznałam na początku roku...
- Cześć - wpuściłam go do domu.
- Tak jak obiecałem jestem - powiedział.
- Masz ochotę na coś do picia? Herbatę, sok, wodę? - zapytałam.
- Może być woda. - podeszłam szybkim krokiem do kuchni, która znajduję się od razu na przeciwko salonu. Widać wszystko co w niej robię. Wzięłam szklankę przytrzymując ją obiema rękami, aby znów nie stłuc następnej. Sięgnęłam po wodę. Niall chyba zauważył że moje ręce odmawiają mi posłuszeństwa, bo podszedł do mnie i wziął ode mnie butle z wodą i sam sobie nalał.
- Rose, możesz mi powiedzieć o co chodzi? - zapytał w końcu z niecierpliwością. Chwilę zwlekałam. Nie patrzyłam mu w oczy, nie mogłam. Gdybym tylko na nie popatrzyła rozpłakałabym się momentalnie. Zastanawiałam się co mu powiedzieć. Nie wiedziałam od czego zacząć.
- Rose proszę powiedz. Nie mogę ostatnio spać, nie wiem co się ze mną dzieje, nie mogę zrozumieć dlaczego ze mną nie rozmawiasz, brakuje mi Twojego towarzystwa głosu. Brakuje mi Ciebie. Proszę odpowiedz. - nagle z oka poleciała mu łza. złapał się za głowę i schował ją między kolana siedząc na kanapie. Wstydził się swoich uczuć.
- Niall... Nie płacz. Nie warto za mną płakać, ja nie jestem tego warta. - stanęłam na przeciwko niego. Nagle pokazał swoje zaszklone oczy, łapiąc mnie za ręce.
- Jesteś. Dla mnie jesteś. Ja po prostu nie wiem. Odkąd Cię poznałem nie ma momentu ani chwili, żebym przestał o Tobie myśleć. Cały czas jesteś w mojej głowie. A od kiedy nie rozmawiamy nie mogę spać, na niczym się nie mogę skupić. Proszę wytłumacz mi co się dzieje, ja muszę wiedzieć, czemu mnie unikasz. Proszę... - gdy to wszystko powiedział sama się popłakałam. Łzy leciały mi jak strumienie.
- Justin nie pozwolił mi z Tobą rozmawiać, ani się do Ciebie zbliżać, bo powiedział że coś Ci zrobi. Powiedział, że jeżeli on nie może mnie mieć to nikt mnie nie będzie miał. A ja nie chcę żeby coś Ci się stało. Zależy mi na Tobie.
Niall wstał. zrobił się strasznie nerwowy. Wziął kurtkę do ręki.
- A to sukinsyn. Nie wie z kim zadziera.
- Niall gdzie Ty idziesz? - zapytałam łapiąc go za rękę.
- Załatwić sprawę tak jak powinienem ją załatwić na początku.
- Jakim początku? O czym Ty mówisz? Niall odpowiedz mi! - wykrzyczałam to gdy Niall już wyszedł z domu. Na bosaka w ulewe wybiegłam za nim.
- Rose wracaj do domu! Przeziębisz się! - miałam w dupie co mówił. Weszłam do jego auta na miejsce pasażera.
- Mów o co chodzi, albo w życiu się do Ciebie nie odezwę. - zastanowił się minutę i powiedział.
- Z Justinem znam się od roku. Udawaliśmy w szkole, że się wcześniej nie znaliśmy. Wszyscy sądzą, że nic do siebie nie mamy. Justin mnie nienawidzi, ja jego też. Z różnych względów.
- Jakich? - zapytałam. Znowu cisza. - Odpowiedz mi.
- Justin należy do gangu, ale to wiesz prawda?
- Tak. - odpowiedziałam. - I co w związku z tym?
- Musisz obiecać, że mimo tego, co Ci powiem będziesz mnie traktowała dalej tak samo i nic się między nami nie zmieni. - zaczęłam się trochę denerwować. - Rose obiecaj. - patrzył na mnie błaganym wzrokiem.
- Dobrze obiecuję.
- Należałem kiedyś do tego samego gangu co Justin. Byłem taki jak on, Chamski, wulgarny. Ale odszedłem od nich. Zrozumiałem, że byli, są i będą tacy zawsze, a mnie to nie odpowiadało. Odnalazł mnie nowy gang, który ma inne stosunki do ludzi. Nasze gangi rywalizują ze sobą odkąd ja odszedłem od Jusa. Jesteśmy największymi wrogami w mieście. - zapadła cisza. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Niall w gangu? Taki dobry chłopak? Lekko się od niego odsunęłam.
- Rose? - nie mogłam z siebie wydusić ani słowa.
- Rose nie bój się mnie. Nie jesteśmy jak oni. My jesteśmy spokojni. Jesteśmy groźni tylko jeżeli chodzi o inne gangi.
- Skąd mam to wiedzieć? Niall nie byłam w takiej sytuacji. Nie dziw mi się, że mam wątpliwości. - nagle blondyn wyciągnął telefon i zaczął w nim czegoś szukać.
- Patrz. To jest ogłoszenie w internecie. Szukają gangu Jusa. Nazywają się "Snakes". Policja nas nawet nie szuka bo nie raz byliśmy pomocni w sprawie ich gangu. Pomagaliśmy łapać jego członków. Ale w oczach Justina jestem zdrajcą. Oni chcą mnie po prostu zabić. - gdy to usłyszałam nie wiedziałam co mam powiedzieć. Zamarłam. Oczy mi zaczęły się świecić, ręce znów terepać. Niall starł mi lecące łzy z policzka.
- Małą nie pozwolę, żeby ktoś Cię zastraszał, a tym bardziej coś zrobił. Nie chcę Cię stracić.
- Niall... Ja też nie chcę Cię stracić. Proszę nie rób nic głupiego. Zostań ze mną, nie idź nigdzie. - przytuliłam się do niego i nie chciałam go puścić.
- Dobrze Rose. Chodźmy do Ciebie bo zimno. Ale poczekaj chwilkę w aucie dosłownie 3 sekundy. - wysiadł z auta i znalazł się z mojej strony. Otworzył mi drzwi i wziął mnie na ręce po czym zaniósł mnie do domu.
- Zostaniesz na noc? Rodziców dzisiaj nie będzie pojechali na weekend do Polski, do ojca mojej mamy.
- Okej. Nie ma problemu.
Położyliśmy się na kanapie okrywając się kocem. Oglądaliśmy jakiś film, śmiejąc się, rozmawiając. Niall szybko zasnął, a ja długo rozmyślałam nad tym co mi powiedział. Teraz kompletnie nie wiem co mamy robić. Czy pójść na układ, że się unikamy, czy po prostu mieć w dupie Justina? Nie wiem sama. Boję się każdej z tych opcji. Jeżeli będziemy udawać przed Justinem, że nie utrzymujemy kontaktu, w końcu naprawdę przestaniemy go utrzymywać, albo Justin się domyśli, że jest coś nie tak. A jeżeli będziemy utrzymywać normalne stosunki, to w najgorszym wypadku będzie wojna gangów "Snakes" i "Dragons". Coś czuję, że i tk wszystko szlag trafi. Ale niedługo się przekonamy.

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 4.†

Minął już tydzień od sytuacji z Jusem, a ja nadal nie mogę się ogarnąć. Nie odzywam się w ogóle do Nialla. Napisał do mnie chyba ze 100 sms-ów a ja nie odpisałam na ani jeden. W szkole go unikam. To takie trudne... Ale nie mogę pozwolić na to żeby coś mu się stało... Za bardzo mi na nim zależy. On może tego nie rozumie teraz i może nigdy tego nie zrozumie, ale tak musi być. Jane wie tylko o tym zdarzeniu... Ale niestety pokłóciłyśmy się. Przez nasze dwie "koleżanki", które nagadały jej o mnie głupot. Z naszej przyjaźni z Natalią już chyba nic nie będzie. Za dużo razy się kłóciłyśmy. Teraz jestem sama, bo na Nialla nie mogę liczyć. Chociaż nie. To on nie może liczyć na mnie. Czuję się strasznie, a z każdym dniem coraz gorzej. Przepłakałam kilka nocy, a teraz nie mam nawet siły odpowiadać innym na zwykłe "cześć". Źle się czuję z tym, że przeze mnie wszyscy cierpią. Jest mi cholernie trudno nie rozmawiać z Niallem. Jest moim przyjacielem. Może nawet kimś więcej, ale nie sądzę, aby coś z tego wyszło. I to jest najgorsze. Że osoby, na których mi zależy nie czuły, nie czują i nie będą czuły tego co ja czuję do nich. Dlatego się okaleczam. Bo wolę ranić samą siebie cieleśnie niż innych słowami i samą sobą. Szczerze mówiąc, to mam bardzo miękkie serce. Pamiętam gdy dla Justina zrobiłabym wszystko. Pożyczałam mu pieniądze kiedy chciał, kryłam mu dupe, kłamałam, żeby nie miał przewalone, a później ja zbierałam kary. Najzwyczajniej w świecie go kochałam. Jak nikogo innego go kochałam. Taka moja niespełniona, nieodwzajemniona, pierwsza, prawdziwa miłość. A najgorsze było to, że wszyscy mnie pytali "Dlaczego to robisz? On tego nie docenia! Nie rozumie, że robisz dla niego wszystko. Tylko przez niego cierpisz. Widzimy, że go kochasz, ale on na Ciebie nie zasługuje. Odpuść go sobie..." Ale ja nie potrafiłam im odpowiedzieć na te pytania. Trudno jest uświadomić innej osobie jak bardzo cierpisz, jeśli sam nie potrafisz wytłumaczyć dokładnie swojego cierpienia i nie możesz zrozumieć dlaczego tak bardzo zależy Ci na drugiej osobie, która ma Cię daleko w dupie i wykorzystuje na każdym kroku, ale Ty sobie na to pozwalasz bo tak wiele ta druga osoba dla Ciebie znaczy. I mimo jej wad zrobisz dla niej wszystko chociaż Ty dla tej osoby jesteś niczym. Sama siebie nie rozumiałam. Miałam dość swojego durnego myślenia. Chciałam przestać z nim rozmawiać, widywać się. Po prostu chciałam zapomnieć, ale to nie było możliwe. On był w moim życiu od początku i chyba tak zostanie. Wiele razy mu mówiłam żeby się zmienił, żeby się ogarną, ale nic nie dało mu się wytłumaczyć. Nic.

Wchodząc do szkoły spotkałam Jane z jej nową paczką koleżanek. Zmierzyła mnie tylko wzrokiem i zaczęła coś gadać do dziewczyn. Nie zwracałam na to jakiejś większej uwagi. Przed lekcjami, jak zawsze, poszłam do łazienki. Starałam się zamaskować worki pod oczami, które pojawiły się przez nieprzespane i przepłakane noce. Ledwo wyszłam, a przede mną stanął Niall. Wyglądał na bardzo smutnego, w jego zaszklonych oczach widać było żal. Nie mogłam na to patrzeć. Po paru sekundach mój wzrok wbij się znowu w podłogę i chciałam ruszyć dalej, ale nie mogłam. Niall mi nie pozwolił. Przytrzymał mnie za obie ręce i powiedział:
- Rose, proszę. Popatrz na mnie.
- Nie mogę, Niall. Nie mogę. Ja nie chcę żeby coś Ci się stało. - starałam się wyrwać z jego rąk, ale był zbyt silny.
- Wiem wszystko. Jane mi powiedziała. Ona też się o Ciebie martwi, chociaż, że się pokłóciłyście. Rose proszę porozmawiaj ze mną. Naprawdę mi na Tobie zależy. Nie mogę pozwolić, żeby coś Ci się stało, a na pewno nie pozwolę na to żeby jakiś kretyn Tobą manipulował. Proszę. Jedna rozmowa. Błagam... - z jego oczu płynęły łzy. Najprawdziwsze łzy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam jak chłopak płakał. Było mi tak strasznie go żal. Z moich oczu również popłynęła słona ciecz. Łzy lały się jak dwa małe strumyczki, które, zdawałoby się, że nie miały końca.
- Dobrze. Spotkajmy się po szkole u mnie w domu. - Niall lekko się uśmiechnął, przetarł łzy złapał mnie za dłonie i powiedział:
- Dziękuję Rose. Naprawdę dziękuję... - pocałował mnie lekko w policzek i odszedł w stronę swojej sali, nie odwracając się ani razu. Nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam. Nie miałam zielonego pojęcia co z tego wyniknie. Czy Justin się dowie? Tego obawiałam się najbardziej. Nie chciałam żeby zrobił krzywdę mojemu przyjacielowi. Znienawidziłabym za to siebie i Justina. Mam nadzieję, że Justin się nie dowie. Będę się modliła całymi dniami, aby wszystko to zostało tajemnicą...


________________
Przepraszam Was najmocniej, 
ale miałam ostatnio trudny czas
i nie miałam jak pisać. 
Mam nadzieję, że wybaczycie.
Proszę o komentarze to motywuje do dalszej pracy.

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział 3.†

- Niee! - wykrzyczałam budząc się cała mokra, spocona, i wystraszona. Boże... Najgorszy sen. Dlaczego muszę mieć takie problemy i tak bardzo cenić innych? Śniła mi się scena z wczoraj... Jak Niall.. i Justin... och nie chcę już nawet o tym myśleć! Wzięłam telefon z półki obok łóżka, sprawdzając, która godzina. 03.47. Wstałam i poszłam do kuchni po szklankę wody. Wróciłam i położyłam się. Myślałam, dlaczego nagle zaczął mi się śnić Justin? I dlaczego znów zaczyna mi na nim zależeć?... Ja go nienawidzę, ale.... Sama nie potrafię tego wyjaśnić. I jeszcze do tego Niall... Przy nim czuję się tak, jak kiedyś przy Jus'ie. Bezpiecznie. Chyba coś do niego czuję. Potrzebuję czasu i spokoju żeby to przemyśleć. Chociaż teraz, w nocy go mam...

***

- Co ubrać?! No co ubrać!!!??? - darłam się na pół chałupy...
- Nie mów mi, że nie masz się w co ubrać bo masz więcej ciuchów niż ja! - standardowy tekst mojej mamy. Och mamo, wiesz, jak ja Cię uwielbiam?... Wywaliłam wszystko z szafy. Dosłownie. I szukałam czegoś co mogłoby normalnie i dobrze na mnie wyglądać. Ostatnio zaczęłam się stroić nawet nie zwróciłam na to uwagi. Jeszcze ktoś sobie pomyśli coś głupiego i będą nowe szkolne ploty... W końcu coś znalazłam. Szybko wzięłam rzeczy do toalety. Weszłam pod prysznic, szybko się umyłam, ubrałam i pomalowałam.

Gdy wyszłam z łazienki szybko sięgnęłam po prostownicę i zaczęłam układać swoje niesforne, blond loki. Po kilkunastu minutach moje włosy były już proste. Ciekawa jestem co powiedzą w klasie. W końcu pierwszy raz w tym roku idę w prostych włosach, bo jakoś wcześniej mi się nie chciało... Popatrzyłam szybciutko na telefon, która godzina. 07.32. Wzięłam szybo torbę, założyłam buty i wykrzyczałam głośne "PAAA MAMO" i wybiegłam z domu po Jane. Zadzwoniłam domofonem.
- Halo? - jej zaspany głos. Jak zawsze zmęczona...
- No wychodź bo się spóźnimy!
- Dobra już idę... - trzy minuty później była przed domem, też bardzo ładnie ubrana. Ona też ostatnio coś zaczęła bardziej o siebie dbać. Maluje się mocniej, czego nigdy nie robiła. I ubiera się inaczej. Zawsze chodziła w legginsach i dresach a w dodatku wszystko było w czarnych kolorach. A teraz? Zupełnie inna Jane!
- Ale żeś się odstawiła. Gdzie Twoje czarne ubranka jak na pogrzeb? - zaśmiałam się.
- A weź spadaj.. Po prostu coś w końcu trzeba zmienić tak? A ty? prostowałaś włosy? Co Ci się znowu stało? Ahaa... Niall.. - teraz to ona śmiała się ze mnie. Znała mnie już na wylot... - Jak było wczoraj na Waszej randce?
- Och... strasznie...
- Czemu? Co się stało? - opowiedziałam jej o wszystkim co się wtedy wydarzyło. Jak tego słuchała to myślałam, że zaraz ją rozniesie. Po drodze zaczęła coś wyklinać, że z niego palant, debil i inne epitety, ale wolałabym nie przeklinać... Przed szkołą stanęłyśmy na chwilkę i próbowałam ją uspokoić. Poszłyśmy za budynek na papierosa.
- Masz ognia? - zapytała.
- Mam. - wyciągnęłam z torby zapalniczkę i paczkę cienkich LM'ów. Odpaliłam swojego papierosa i dałam zapalniczkę przyjaciółce. Nie paliłyśmy szybko. Ja się delektowałam, wciągając starannie cały dym do płuc. Gdy skończyłyśmy, obie byłyśmy bardziej spokojne. Weszłyśmy do szkoły. Nie wiem czemu, ale wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli... Boże, tak szczerze to się ich bałam... Jak jakieś zombie czy coś... Podeszłam do mojej szafki i znalazłam w niej liścik:

" Niedługo znów będziesz moja...
Justin xx "

- Ja pierdole... - powiedziałam na głos. 
- Co jest? - zapytała Jane. Nie byłam w stanie jej odpowiedzieć. Wyrwała mi liścik z ręki i przeczytała. - Skurwiel jebany. Musisz to pokazać Niall'owi.
- Nie! Jak Niall się wkurzy to znowu będą się prali, a ja tego nie chcę. Muszę sama z tym sobie poradzić. 
- Ja Ci mówię Rose... On może Ci coś zrobić,a Niall zaradziłby temu jakoś. Ale rób co chcesz. - na razie stwierdziłam, że nic mu nie powiem. Rozstałam się z Jane, bo chodzimy na dwa różne profile. Ja na Rozszerzony Angielski, a ona na matmę. Idąc pod swoją salę zauważyłam Justina. Tak bardzo nie chciałam koło niego przechodzić, ale nie miałam wyjścia. Innej drogi do mojej sali nie było...
Szłam najnormalniej w świecie, ale tak naprawdę byłam tak zdenerwowana, że trzęsły mi się nawet pośladki... 
- O.. witam witam słoneczko. Jak się czujemy po wczoraj? - zapytał Jus... 
- Mogłabym zapytać Cię o to samo... - powiedziałam oschle.
- Och kochanie. Nie bądź taka nie miła. Po prostu nie lubię jak moja dziewczyna spotyka się z innymi facetami, a szczególnie z takimi pedałkami jak ten cały Horan czy jak mu tam. - mówiąc to przyciągał mnie do siebie trzymając w talii.
- On nie jest pedałkiem. Potrafi zadbać o dziewczynę, nie tak jak Ty. Bo Ty niestety jesteś największym lowelasem jakiego znam. I czy mógłbyś mnie łaskawie puścić? 
- Oj nieładnie się zachowujesz Rose. Kiedyś nam nie wyszło bo Cię nie doceniłem, ale to nie jest powód żebyśmy nie spróbowali jeszcze raz. - uśmiechną się i popatrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami. Boże niech on przestanie...
- Tak to może nie jest powód. Dla mnie powodem jest to, że co tydzień masz nową dziewczynę, a ja nie chcę być jedną z nich. Puść mnie w końcu! - wykrzyczałam. 
- Możesz ją puścić? - no i do akcji wkroczył Niall... Cudownie prawda? Jakoś nie miałam ochoty znowu się bawić w pielęgniarkę. 
- Bo co? Twoja dziewczyna? Bo coś mi się nie wydaje. - Justin trzymał mnie za ramię swoimi umięśnionymi rękami. Nie dane było mi się wyrwać więc musiałam czekać aż rozluźni uścisk...
- Nie sądzę, żeby była też Twoją dziewczyną. Puść ją. - Niall zaczął się wkurzać, co znaczyło, że nie jest dobrze... Widziałam jak napinają mu się jego mięśnie i głos staje się bardziej gruby i głośny. 
- Wiesz Panie Horan, Bądźmy szczerzy. Nie sądzę, żeby Rose wolała takiego pedała jak Ty ode mnie. Prawda Rose? - w tym momencie Niall nie wytrzymał i chciał się rzucić na Justina. Dobrze, że stałam pomiędzy nimi.
- Niall proszę Cię. Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Chodźmy. - powiedziałam spokojnie i wzięłam Niall'a za rękę. 
- Do zobaczenia kochanie! - wydarł się na cały korytarz
- Wszystko w porządku Rose? - zapytał.
- Tak wszystko jest ok. 
- Przepraszam Cię. Nie powinienem tak się wkurzać, ale ten kretyn cholernie działa mi na nerwy... 
- Nie masz za co przepraszać. Dziękuję Ci bardzo, za to, że stanąłeś w mojej obronie. Naprawdę, dziękuję, ale staraj się tak nie denerwować. - zaśmialiśmy się obydwoje. Przytuliłam go mocno, a on to odwzajemnił. Jestem dość niska i moja głowa znajdowała się troszkę wyżej niż jego klatka piersiowa
- Dziękuję jeszcze raz. Naprawdę. - popatrzyłam na niego z dołu w te jego piękne niebieskie jak ocean oczy.
- Nie ma za co słońce. - dał mi buziaka w czoło i niestety musieliśmy się pożegnać. Ja musiałam iść na swoją lekcję, a on na swoją... 

***

" Muszę iść  na szluga. Idziesz ze mną?" 

Wysłałam sms-a do Jane. Akurat miałam Angielski więc na luzie mogłam pisać. Jakieś dwie minuty później dostałam odpowiedź. 

" Myślałam, że nie zapytasz. Spotkamy się za szkołą. xx "

Zadzwonił dzwonek. Spakowałam wszystkie książki i szybko wybiegłam z sali. przerwa była tylko 10 minut a ja dość wolno palę... Przed salą spotkałam Niall'a, który najprawdopodobniej na mnie czekał. 
- Hej. Możemy pogadać? - zapytał z tym przepięknym uśmiechem. 
- Wiesz.. teraz nie za bardzo bo idę z Jane za szkołę. 
- A po co? 
- Noo... Yyy... no na papierosa. - nie wiedziałam co powiedzieć, więc powiedziałam prawdę. Nie jestem zdolna do kłamania...
- Czemu palisz? Wiesz, że to głupota? - już na jago ustach nie było uśmiechu.
- No.. ja wiem, ale...
- Obiecaj, że będziesz się ograniczać. Proszę. To dla mnie ważne. - nie rozumiem czego on tak się o mnie troszczy. To słodkie.
- No... Dobrze obiecuję. Ale teraz muszę iść. Bo mnie zaraz rozniesie. - zaśmiał się.
- Dobra. Muszę z Tobą częściej gdzieś wychodzić i spędzać czas. Będę Cię pilnował- uśmiechnął się i poszedł w stronę stołówki. Wybiegłam z tej szkoły jak poparzona wyciągając papierosy. Zdyszana wbiegłam za róg szkoły gdzie czekała już Jane.
- No myślałam, że już Cię ktoś zjadł albo zatkałaś się w kiblu... - obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Nie zgadniesz kto mnie dziś zaczepił....- powiedziałam.
- Justin? - pokiwałam twierdząco głową - Mów. - Opowiedziałam jej wszystko i to jak Niall stanął w mojej obronie. Jak się kłócili i w ogóle.
- Awww... Jaki słodziak. Macie być razem. - powiedziała. Ona jest nienormalna.
- Jane proszę Cię bez takich. Dobrze wiesz, że jest mi trudno...Wracajmy bo zaraz się kończy obiad a my nawet jeszcze nie w stołówce... - zgasiłyśmy pety i ruszyłyśmy w wyznaczone miejsce.

***

19.46 a ja dopiero wracałam do domu. Było dość ciemno, a ja nie lubię ciemności więc szybko sięgnęłam po słuchawki do kieszeni kurtki, podłączyłam do swojego telefonu i włączyłam na ful moją ulubioną piosenkę. Little Mix - About The Boy. Ustawiłam tak, aby leciała w kółko. Wracałam właśnie z galerii. Szukałam czegoś co by mnie zainteresowało, ale teraz nie ma nic w tych sklepach. Zauważyłam właśnie uliczkę, która prowadzi do mojego domu. Chciałam już skręcać, ale ktoś mnie złapał za ramię. Chciałam zacząć krzyczeć, ale ten ktoś zatkał mi usta ręką. Bałam się cholernie. Napastnik przyparł mnie rękami do muru jakiejś starej budowli. Gdy się uspokoiłam puścił moje usta. Po chwili zauważyłam, że to Justin. Boże co ten kretyn wyprawia??
- Co Ty robisz! Zdrowy jesteś??!! - zadarłam się jak porąbana.
- Uspokój się i siedź cicho. Dostałaś mój liścik? - zapytał z uśmiechem.
- Tak. I co mam się bać?? - zapytałam się z ironią w głosie.
- Powinnaś. Bo jeżeli nie przestaniesz się spotykać z Twoim pedałkiem Horankiem to niedługo może mu się coś stać. I teraz nie robię Cię w ciula. Jeżeli nie możesz być moja, to będziesz niczyja. - każde jedno słowo mówił powoli, dokładnie, wyraźnie. Dlaczego to właśnie mnie spotyka? Nie mogę zrozumieć.
- Powiedz mi dlaczego to robisz? - zapytałam ze łzami w oczach.
- Bo jeżeli ja czegoś chcę to muszę to mieć i nikt mi w tym nie przeszkodzi. Jeżeli chcesz, żeby Twojemu koledze nic się nie stało to nie rozmawiaj z nim i bądź dla niego tak oschła jak potrafisz być dla mnie. Rozumiesz?
- Tak. Rozumiem. Ale obiecaj, że nic mu się nie stanie. - mokra ciesz spływała po moich policzkach jak strumyk. Tak bardzo zależało mi na Niallu. Nie mogę pozwolić, żeby mu się coś stało... Nie chcę żeby on cierpiał przeze mnie. Będzie trudno z nim nie rozmawiać, nie spotykać się. Ale nie pozwolę, aby stała mu się jakaś krzywda...
- Umowa to umowa. Ty z nim nie rozmawiasz,nic mu się nie stanie. A teraz. Do zobaczenia mała. - pocałował mnie w policzek i poszedł. Nienawidzę go. Niszczy mi życie. Czemu mu tak zależy na mnie? O co mu do cholery chodzi! Nie mogę już wytrzymać z tym wszystkim. Nienawidzę siebie. Zsunęłam się wzdłuż betonowej ściany i płakałam. Ja po prostu ryczałam i darłam się dlaczego. Dlaczego to wszystko zawsze dotyka mnie? Po co ja się pakowałam parę lat temu w to towarzystwo? To wszystko przez to. Jestem głupia. Prawda jest taka - "Tak Łatwo wejść, ale już gorzej się wydostać".

________________
Hej. xx
Przepraszam, że długo mnie nie było,
ale musiałam poprawić oceny. 
W tej części nie ma za dużo faktów z mojego życia, 
ale myślę, że się Wam spodobało.
Proszę o komentarze i szczere opinie. 
Jeżeli ktoś chce być informowany o następnych rozdziałach, 
to piszcie w komentarzach Wasze nazwy z tt.
Dziękuję Wam za ostatnie pozytywne komentarze. 

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 2.†

- Słoooodki jest! - powiedziała, a raczej zadarła się Jane.
- Możliwe. - odpowiedziałam spokojnie.
- Widziałaś jak na Ciebie patrzy? No przecież wpadłaś mu w oko! I on chyba tobie też...
- Oj no już nie przesadzaj... Jest bardzo miły, ale nie znamy się dobrze. - to prawda. minął tylko tydzień odkąd Nialler jest w szkole, ale naprawdę jest bardzo miły. Ostatnio wracamy wszyscy we trójkę ze szkoły. Niall mieszka niedaleko nas. Podobno nie ma żadnej spiny z Justinem, ale się nie kolegują. Ugh jak ja go szczerze nienawidzę... Niall wydaje się być bardzo prawdziwym człowiekiem. A Jus to jest jego zupełne przeciwieństwo. Fałszywa szmata, chamski podrywacz, krętacz, narkoman, palacz, pijak i dużo by jeszcze wymieniać. Nienawidzę go.
A teraz matematyka. Nie ogarniam tego przedmiotu. Dobrze, że siedzę na nim z Jane. Ona coś jeszcze ogarnia. Co prawda jest młodsza ode mnie rocznikowo, ale poszła rok wcześniej do szkoły.
Ta lekcja mijała naprawdę powoli, ale pod koniec dostałam sms-a. Od Horana.

"Hey Rose. Nie chciałabyś wybrać się ze mną dzisiaj wieczorem do kina? Chciałbym spędzić z Tobą więcej czasu i lepiej Cię poznać. Bardzo mi na tym zależy. Odpisz. Xx."

Szczerze byłam zdziwiona, ale zrobiło mi się bardzo miło. Od razu odpisałam.

"Jasne z chęcią z Tobą pójdę. To na którą godzinę się umawiamy? "

Gdy wysłałam wiadomość zadzwonił dzwonek. Wyszłam z klasy i nagle ktoś mnie pociągnął za rękę. Po chwili byłam przytulona do Niallera.
- Myślę, że przyjadę po Ciebie o 7. - powiedział.
- Myślę, że zdążę. - odpowiedziałam z uśmiechem. Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Nagle zdałam sobie sprawę, że stoimy bardzo blisko siebie. Aż za blisko. Lekko się od niego odsunęłam i poszłam w stronę stołówki. Akurat obiadek. Mniiiiam... Te pyszne papki zmielonych warzyw razem z mięsem. Po prostu klasa... Nie no zaraz się chyba porzygam. 
- Gdzie Ty mi zginęłaś? Myślałam, że idziesz za mną? - zapytała Jane. Teraz się jej bd musiała tłumaczyć. O Boooże.
- Nialler mnie zaczepił. 
- I co? No mów! 
- No spokojnie! Umówiłam się z nim dzisiaj wieczorem do kina, ale proszę Cię siedź cicho bo Cię zabiję, udusze,  poćwiartuję i ugotuję z Ciebie zupę! 
- No dobra dobra spokojnie... Ej a możesz mi powiedzieć, czemu Justin cały czas się na Ciebie lampi? - no faktycznie. Patrzył się przez cały czas. Jakbym nwm była rozebrana czy co? Boże zaczynam się go bać. 
- Nie wiem, ale chyba nie chcę wiedzieć... 
- Obawiam się, że chyba się dowiesz bo tu idzie. - co kurwa? Nie proszę nie. Nie gadałam z nim od nie wiem ilu ale wiem że to było dawno.
- Hej Rose. Co robisz dzisiaj? -  zapytał. Tak o prosto z mostu. Co z tego, że nie gadaliśmy ze sobą jakieś 1000 lat? Nie to nic się nie dzieje...
- Jestem zajęta, a przepraszam  od kiedy Cię interesuje moje życie? Panie "Mam na Ciebie wyjebane. Spierdalaj"? - zapytałam. Cała szkoła nagle zrobiła wielkie "woow".
- Oj daj spokój Rose. To było dawno. A ja Cię tylko kulturalnie zapraszam na mały wypadzik ze mną w roli głównej.
- A ja Ci kulturalnie mówię spierdalaj. Do widzienia. - cała szkoła miała twarze jak nie z tej ziemi. Dziwili się, że któraś laska powiedziała Panu przystojnemu "NIE" i się do tego postawiła. Justin nie wiedział co powiedzieć i odszedł. Zauważyłam, że Niall siedział stolik obok Jus'a. Śmiał się z niego. Modliłam się, żeby Justin tego nie zauważył. Był tak wkurwiony, że wziął i wywrócił stolik przy którym siedział. Ja pierdole. Rozzłościłam samego Justina. Ale zajebiście! Mogę uczciwie powiedzieć, że jestem z siebie dumna.
- Powiem Ci, że dałaś mu popalić Rose. - powiedziała nagle Jane.
- Wiem. Ale dzięki.

***

- I w co ja się ubiorę?! - mówiłam do siebie w myślach. Od paru godzin siedziałam przed szafą nie wiedząc co na siebie włożyć. Nagle przypomniałam sobie, o tzw. ubraniach "na wszelki wypadek". Zajrzałam pod łóżko i wyciągnęłam małą torbę gdzie było mnóstwo rzeczy takich jak: sukienki wieczorowe, ubrania na wyjścia z przyjaciółkami no i znalazłam w końcu coś odpowiedniego:



Ubrałam się szybko, poprawiłam makijaż na lekko mocniejszy (kreski, wydłużenie rzęs) i byłam gotowa. Popatrzyłam na zegarek. 18.58. No muszę przyznać, że dobrze mi poszło to przygotowywanie. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
- To do mnie MAMOOOOOO! 
- Dobra, ale nie drzyj się TAAAAAK! - hahaha kocham moją mamę. Najlepsza wariatka na świecie. Pobiegłam szybko do drzwi i otworzyłam. W drzwiach stał Nialler. Boże jaki słodki. Co ja gadam!? znamy się tydzień... Rose ogarnij! 
- Hej. Ślicznie wyglądasz. - powiedział, a ja się zrobiłam czerwona...
- He..hej. Ty też niczego sobie. - był ubrany na sportowo, ale stylem pasował do mnie. Jakbyśmy czytali sobie w myślach. To jest może dziwne, ale często z Niallem myślimy tak samo, o tym samym i w tym samym czasie. Naprawdę dziwne. 
- To co? Idziemy? - zapytał. Chyba widział, że się zamyśliłam.
- Tak, tak. Tylko wezmę torbę. - poszłam po torbę i wyszliśmy. Weszłam do jego auta. Bardzo piękne. Czarne, sportowe, wygodne, w środku skórzane. Naprawdę świetne. Gdy Nialler odpalił silnik zapytałam.
- A na co idziemy do tego kina? 
- W sumie to nie wiem. - odpowiedział uśmiechając się do mnie. Och ten uśmiech. Boże Rose! Proszę ogarnij się. Błagam...
- Aha... - zaczęłam się śmiać.
- Walić plany, najlepsze są spontany. - popatrzyłam na niego z zaciekawieniem. Uwielbiam ludzi, którzy prowadzą życie oparte na sentencjach. To jest bardzo ciekawe. Ja też opieram swoje życie na sentencjach. 
- Czemu tak na mnie patrzysz? - zapytał.
- Nic, nic. Po prostu jesteś bardzo ciekawym człowiekiem Niall. 
- Nikt mi tego jeszcze nie powiedział, więc nie wiem czy mam to zaakceptować jako komplement czy uwagę. - zaśmiał się. 
- Dla mnie jest to zdecydowanie zaleta. - chyba nie wiedział co ma powiedzieć, bo nastała cisza, ale nie była ona niezręczna. Było uspokajająca. W jego towarzystwie czułam się jak przy osobie bardzo mi bliskiej, przy której nie miałam się czego obawiać. On jest po prostu inny niż wszyscy. Przynajmniej na razie odnoszę takie wrażenie. Patrzyłam się przez okno po mojej stronie na te wszystkie ulice, myśląc o tym co się stało dzisiaj w stołówce. Nie wiem czemu, ale nie mogę przestać o tym myśleć. Szczerze, to z trudem przeszło mi przez gardło to, co powiedziałam do Justina. Nie wiem dlaczego. Faktycznie był dla mnie kiedyś kimś ważnym, albo nawet bardzo ważnym, ale czemu mam uczucie, którego nie potrafię w żaden sposób opisać? Inne dziewczyny pewnie nie miałyby wyrzutów sumienia, ale ja mam. Nie wiem z jakiego powodu. Zatrzymaliśmy się. 
- No to jesteśmy na miejscu. - oznajmił. Wyszliśmy z auta i nagle zobaczyłam Justina i  jego kolegów. Stali pod wejściem do kina i byli już lekko po alkoholu i Bóg wie jeszcze po czym. Wiedziałam, że coś się stanie. Nie chciałam tam iść, bo Justin jest do wszystkiego zdolny będąc w takim stanie. Cholernie się bałam.
- Niall?
- Tak Rose?
- Możemy pójść do jakiegoś innego kina? 
- Czemu? Nie lubisz tego? - zapytał. Jednak zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć Nialler odwrócił głowę w stronę wejścia. - Aha. Rozumiem, że nie chcesz się z nim widzieć. Spokojnie Rose. Wszystko będzie dobrze. Po prostu bez żadnego słowa wejdziemy do środka. Tyle. Po krzyku. - uśmiechnął się miło, ale ja wiedziałam, że coś będzie nie tak. Byłam tego po prostu pewna. Szłam z Niallerem za rękę. Ściskałąm ją tak strasznie mocno, że Niall, aż się mocno zdziwił. - Rose spokojnie. Dasz radę. - Dziękowałam Bogu, że jestem tu teraz właśnie z nim. 
- O popatrzcie kto idzie! Nowa para! Jak się masz Rose? To z nim wolałaś iść? Z tym lalusiem? Hahaha! Dobre. - zaczął szydzić z Niall'a. Nagle Niall się wkurzył.
- Słuchaj Justin masz jakiś problem? 
- A owszem mam. Mógłbyś zostawić Rose w spokoju, bo ona jest moja?
- Nie sądzę, żeby Rose była Twoją własnością, a na pewno nie chciałaby się wybrać do kina z kimś takim jak Ty! - wtedy Justin przywalił Horanowi. Złapałam się tylko ręką za buzię. Nie wiedziałam co mam robić. Niall gdy ogarnął, że dostał, oddał jakoś tak dwa razy mocniej Justinowi. Zaczęli się naparzać, jak nienormalni. Starałam się ich rozdzielić, aż w końcu odepchnęłam Justina na tyle mocno, że upadł na ziemię. Krwawił z nosa, tak samo jak Niall. Obydwaj mieli pokiereszowane ręce. Miałam łzy w oczach. Płakałam jakbym straciła kogoś najważniejszego, ale nie wiedziałam czy płakałam za Justinem, czy za Niallem. 
- Wolisz tego pedała co chodzi w rurkach ode mnie? Zobaczysz jeszcze wrócisz do mnie Rose. Zobaczysz! - wykrzyczał to idąc ze znajomymi. Wzięłam Nialla pod rękę i zaprowadziłam do samochodu na miejsce pasażera. 
- Nic Ci nie jest? - zapytałam z troską.
- Nie, jest w porządku. 
- Pojedziemy do mnie. Zrobię Ci opatrunek.
- Okej. Dzięki. Ale, umiesz prowadzić? - zapytał z uśmiechem.
- Kiedyś się prowadziło w lesie auto. -  odpowiedziałam, a on się zaśmiał. Co za debil! Dostał za przeproszeniem w pysk i jeszcze mu do śmiechu!... Jechaliśmy w zupełnej ciszy. Gdy dojechaliśmy powiedziałam mamie, że Niall wpadnie do nas na chwilę, bo potrzebujemy jeszcze pogadać. Moja mama znała całą historię Justina, jego wszystkie odpały, wyzywanie mnie, ale wolałam jej o tym nie mówić. Zaprowadziłam Nialla do mojego pokoju i poszłam po apteczkę. Od razu zaczęłam wycierać mu twarz z tej krwi. Nagle złapał moją lewą rękę.
- Co to jest? - zapytał pokazując moje rany na ręce. 
- Nic. 
- Odpowiedz mi Rose!
- Nic. Kot mnie podrapał. -starałam się jakoś wytłumaczyć, ale wiedziałam, że mi nie uwierzy.
- W tylu miejscach? Przecież tu jest ze sto blizn! Czemu to robisz? - nie dawał za wygraną. 
- Bo taka już jestem. Od kilku lat nie radzę sobie ze sobą. Nie jestem już taka jak byłam. Zaczęłam pić, palić i ciąć się. 
- Czemu? - nie wiem czemu, ale Niall miał w oczach łzy. Po prostu płakał.
- Przez niego.
- Przez kogo? - nie odpowiedziałam, ale się domyślił. - Przez Justina? Co on takiego zrobił?
- Nic. Nie ważne Niall. Naprawdę nie ważne.
- Proszę powiedz mi. Muszę wiedzieć. 
- Czemu tak Ci na tym zależy? I czemu płaczesz?
- Moja mama nie żyję, bo podcięła sobie żyły. Nie chciałbym stracić też Ciebie, bo jesteś dla mnie ważna. - to co powiedział było przepiękne. Była w końcu osoba, której na mnie zależało. Opowiedziałam mu wszystko. Niall stwierdził, że nigdy nie potraktowałby tak dziewczyny. Powiedział, że będzie mnie chronił jak tylko może przed Justinem i że będzie się mną opiekował i pilnował żebym już się nie cięła. 
- Dziękuję Ci za wszystko, Niall. Naprawdę. - łza spłynęła po moim policzku.
- To ja Ci dziękuję słońce. I nie płacz więcej. Nikt nie jest wart Twoich łez. - starł mokre miejsce na mojej twarzy i pocałował mnie w policzek. - Dobranoc Rose.
- Dobranoc Niall. 

________________
Hej. Sorki, że nie było mnie tak długo, 
ale nie miałam zbytnio czasu, bo mam wiele problemów,
między innymi z prawdziwym Justinem. 
Jak już mówiłam są tu elementy z prawdziwej historii, 
którą sama przeżyłam. 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. 
Potrzebuję motywacji więc proszę o komentarze. 
Dzięki Xx.